Transkrypcja
Magdalena Sałamacha-Kostrubała – Kiedy głos wewnętrzny krzyczał głośniej
Ślady, podcast o ludziach, których warto poznać.
Dzień dobry. Ja nazywam się Kacper Ksykiewicz i w dzisiejszym odcinku jesteśmy w studiu Local Vocal u Magdaleny Sałamachy-Kostrubały.
Witam. Więc jakbyś mogła nas zabrać do samych początków, bo studio lokal wokal, więc zajmujesz się wokalem. Jak się u ciebie właśnie rozpoczęła ta pasja do muzyki?
Ja nie potrafię wskazać daty. Ja po prostu urodziłam się z muzyką od początku. Nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. Po prostu z dziada pradziada tradycja muzyczna u nas w rodzinie jest.
I jaki był pierwszy instrument, na którym zagrałaś?
Skrzypce. [Image of violin]
Ale już tak od małego to już były skrzypce czy nie jestem w stanie? pewnie na garnku łyżką o garnek stukałam, tak mi się wydaje albo widelcami, bo coś mi w pamięci świta, że takie sytuacje były, że sama sobie kompletowałam instrumentarium, ale instrument, na którym się uczyłam grać, to były skrzypce.
Czemu skrzypce?
Tato mi wybrał instrument. Nie ma to jak rodzice. Tak, ale jestem mu bardzo wdzięczna. Ja chciałam grać na fortepianie, a już z perspektywy lat wiem, że z fortepianem nie poradziłabym sobie tak dobrze jak ze skrzypcami i nie potrafiłabym wyrażać się tak jak robię to na skrzypcach.
Czyli to była dobra decyzja, bardzo dobra przeznaczenie. Tato i przeznaczenie zadecydowali za mnie.
I jak wspominasz szkołę muzyczną?
Ojej. Szkoła muzyczna to był czas, to był najlepszy czas w moim życiu. Tak kształtowanie młodego człowieka od tego, jak się nie chciało ćwiczyć, jak się specjalnie zapominało skrzypiec na lekcje skrzypiec. Czasami się to rzeczywiście działo niecelowo, natomiast były momenty, że robiłam to z premedytacją po takie zakochanie się w muzyce i oddanie się całkowite muzyce, instrumentowi i pasji muzycznej, odkrywanie nowych muzycznych dziedzin. Właśnie przy okazji skrzypiec. Ja od razu czułam, że śpiew to jest to, do czego mnie ciągnie od maleńkości. Zawsze, zawsze lubiłam śpiew, scenę, instrumenty towarzyszące zawsze.
Bo jesteś artystką jazową.
To za dużo powiedziane i nie nazwałabym się tak. Jestem wokalistką. Mój tato mówi, że jestem pieśniarką. Bardzo lubię to określenie. Kiedyś się na nie denerwowałam, a teraz stwierdzam, że czemu nie sympatycznie,
bo w pewnym momencie też postanowiłaś pójść na fizjoterapię i czym to było podyktowane?
Porażką. Jaką? muzyczną. Nie dostałam się na wydział instrumentalny na skrzypce. Wtedy obraziłam się na muzykę bardzo. Myślałam, że to już będzie do końca życia i po prostu zaczęłam studia na wydziale fizjoterapii. Chciałam je oczywiście przerwać, bo dostałam propozycję wyjazdu na kontrakt, gdzie mogłam śpiewać do Japonii, ale zadecydowali za mnie wtedy rodzice i nie pojechałam. Może i się dobrze stało. Już teraz z perspektywy matki wiem o co chodziło. Bezpieczeństwo i troska o dziecko, prawda? Japonia to daleko. Mi nawet przez myśl nie przeszło, że tam może się coś stać. No gdzież śpiewanie? Co to jest niebezpiecznego? Co jest w tym niebezpiecznego?
Także fizjoterapię ukończyłam. Nawet pracowałam w tym zawodzie przez 15 lat i w trakcie wykonywania właśnie zawodu fizjoterapeuty poczułam, że to nie jest moje powołanie. I to się stało właśnie wtedy, kiedy ćwiczyłam dziecko, bo pracowałam w grupie przedszkolnej. Tak ćwiczę, ćwiczę i myślę: “Magda, co ty robisz?” Nie wiem czy to podświadomość do mnie mówiła, ale słyszałam co ty robisz. Przecież to nie jest twoje miejsce. To nie jest to, co ty lubisz robić. To nie jest twoja pasja. Oczywiście sympatia i takie ciepło, które czułam do tych dzieci, z którymi pracowałam, to nie można powiedzieć złego słowa o tym. Bardzo lubiłam tą pracę, natomiast czułam, że to nie jest moje powołanie.
I wtedy postanowiłaś wrócić do muzyki? Postanowiłam dawać na wydział wokalny, na Jazz, muzykę estradową do Łodzi. Nie, najpierw był Lublin. Studia licencjackie ukończyłam na wydziale artystycznym UMCS-u w Lublinie. A studia magisterskie uzupełniające robiłam w Łodzi na w Akademii Muzycznej w Łodzi. Okej.
I jak wspominasz już te studia w porównaniu do szkoły muzycznej i zwłaszcza po takiej przerwie od tego typu edukacji?
Szkoła muzyczna ten czas to był czas jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Dzieciństwo, wiek nastoletni, takie początki pasjonowania się muzyką i później ta przerwa związana z fizjoterapią, związana z porażką i powrót to dla mnie było odrodzenie. W końcu poczułam grunt, gdzie jestem sobą, że wiem, że to potrafię, że jestem w tym dobra i cały czas chcę odkrywać na nowo tą pasję. To jest taka nie nieskończona niekończąca się opowieść ta to życie muzyczne moje. Bardzo to lubię.
Bardzo najwięcej radości dały mi studia. i pracy, najwięcej pracy studia w Łodzi, Akademii Muzycznej w Łodzi. Tam miałam wspaniałą panią profesor Anię Kamalską, która potrafiła ze mną tak pracować, że pokonywałam własne bariery i pokochałam przez nią, dzięki niej, dzięki jej pracy pedagogicznej ze mną pokochałam swój głos. W pełni go zaakceptowałam.
Tak, nie jest to łatwe. Bardzo trudny, bardzo trudny proces. Tak potrafić siebie doceniać.
A czy ta fizjoterapia to jakoś ci w tym pomaga?
Poniekąd tak. Jako że jestem pedagogiem wokalnym, trenerem wokalnym, często uczniowie przychodzą z różnymi dysfunkcjami. Czy to jest w obrębie aparatu mowy, czy widzę klatkę piersiową, gdzieś jakieś zaburzenia w oddychaniu. To wszystko pomaga. Potrafię pokierować do innych specjalistów, także pracujemy kompleksowo.
To wydaje mi się, że to jest duży atut.
Tak, nie każdy zwraca na to uwagę, prawda? A wiadomo, że no śpiew śpiewem, ale to to jest praca całego organizmu, mięśni. Mamy pamięć mięśniową, różne wzorce prawidłowe lub nieprawidłowe i trzeba potrafić zauważyć, co jest dobre, a co jest złe. A jeżeli jest coś złego, to trzeba sobie potrafić z tym poradzić i są od tego ludzie kompetentni. Coraz bardziej się ta dziedzina rozwija. Ja jeżdżę również na szkolenia, gdzie dowiaduję się nowych rzeczy. Także to wszystko kompleksowo traktuję. Nie tylko śpiew. Muszę patrzeć szerzej i korzystają z tego uczniowie. Oczywiście do logopedy, do osteopatów. Niekiedy jest potrzebna pomoc psychologa, bo śpiew to jest bardzo wrażliwy grunt. Praca to jest nie tylko praca głosem, ale praca wespół ludzkiej wrażliwości. Więc trzeba umieć to połączyć i trzeba być bardzo czujnym, żeby nie popełnić błędu. To raz, a dwa zapobiec jakimś sytuacją niechcianym, prawda, że jakimś niemiłym sytuacją.
Jasne. A skąd u ciebie decyzja o założeniu właśnie tego studia?
Ta decyzja kiełkowała wiele lat. Tak naprawdę zaczęła się od logo. Poprosiłam swojego kolegę Łukasza Zwolana o to, żeby pomógł mi tym, żeby stworzyć logo dla miejsca, w którym będę pracować. dałam mu kilka pomysłów z czym mi się kojarzy z czym się ma kojarzyć moje studio i on zrobił taką esencję tego wszystkiego i to on wymyślił nazwę i to on jest zaprojektował logo studia Local Vocal i ono tak sobie leżało 5 lat czekało na start gotowe logo czekało 5 lat gotowe materiały Łukasz zrobił mi wizualizację różnych gadżetów, banerów, plakatów, wizytówek i to tak czekało, dojrzewało. Ja nie spodziewałam się, że to ujrzy światło dzienne. Tak naprawdę trochę powątpiewałam, ale jak już zaczęłam o tym myśleć tak na poważnie, a jest takie powiedzenie działaj, bój się i działaj, ja działałam na tym, na tym haśle. Mało tego, miałam taki zeszyt celów założony. Ja gdzieś trafiłam na niego ostatnio, przeczytałam wszystkie te cele i Kacper, one są wszystkie zrealizowane.
Super. Jest jeszcze jeden zeszyt zaktualizuje cały czas go aktualizuje. Tak. No ciekawa jestem. Okej. A co było właśnie tym momentem, że po tych pięciu latach postanowiłaś jednak zaryzykować i otworzyć? No na pewno był jakiś impuls, który zrealizowałaś?
Tak. O czym o czym wspominałam wcześniej, że poczułam w pracy, którą wykonuję, że to nie jest moje powołanie, więc poszłam na studia i takim przełomem w moim życiu była ciąża i urodzenie mojej córeczki Rozalki. Stwierdziłam, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Jak ja mam dać szczęście mojemu dziecku, kiedy nie będę robiła w życiu tego, co w czym się spełniam. Po urodzeniu Ruzi poszłam na urlop macierzyński, a później na wychowawczy. I ten urlop wychowawczy był kresem mojej pracy w profesji fizjoterapeuty. Bałam się bardzo. Też słyszałam takie głosy od rodziny z boku. No co ja wyprawiam? Artystką chcę być.
Ja cały czas mówiłam, że tak trochę się bałam. No co miałam, co miałam powiedzieć, ale działałam i jakoś to ruszyło. Bardzo pomógł mi mój mąż, ponieważ uczestniczył w całych studiach magisterskich. My co dwa tygodnie jeździliśmy z Rozalką. Najpierw na czwartym roku byłam w ciąży z Ruzią, a na piątym co dwa tygodnie regularnie jeździliśmy z Rozalką do Łodzi na akademię i czekali na korytarzu. Tak. Chodziłam na karmienie, wracałam. Konrad świetnie sobie z tym poradził. naprawdę bardzo kreatywny tata i wytrzymały i cierpliwy. Ja tak czasami śmiałam, że jak wchodziliśmy do hotelu to po prostu jak jakiś jakaś nie wiem wycieczka, bo zanim poznosiliśmy wszystko, co jest potrzebne do pielęgnacji dziecka, prawda, i do podróży, no to to trwało trochę czasu, tak pół godziny znoszenia bagaży i windą w górę, na dół. Z góry na dół, z góry na dół. Czasami się zdarzał apartament, bo teraz są modne te apartamenty, prawda? Czwarte piętro w kamienicy bez windy, wózek Ruzia maleńka.
I tak co dwa tygodnie też pisanie tej pracy magisterskiej do 4:00 nad ranem pamiętam i karmienie ludzi. To był, to był wyczyn, ale warto było.
Jak udało się zrealizować? Tak zresztą byłeś na moim koncercie dyplomowym.
Pamiętam to Ruzia z Konradem właśnie byli na samej górze.
Tak, tak, tak, tak. Moja 10ięczna Rozalka była na dyplomie mamy. Fajna pamiątka w ogóle, fajny czas, dużo obowiązków powiesz. artysta to musi się zająć sobą przed koncertem, prawda? W ogóle przed koncertem dyplomowym to w ogóle już bez dwóch zdań nie miałam tego. Wszystko było w biegu. Chociaż artystka na estradzie musi wyglądać jak milion dolarów. Musi mieć makijaż, fryzurę, a to wszystko było po prostu na wariackich papierach. Pamiętam gdzieś malowałam się, makijaż robiłam w akademiku. Fryzura też w biegu. Aj, szalony czas.
Się obstawiam, że osoby, które cię znają, to nie są zdziwione tym.
Nie, nie byłyby zdziwione, jakbyś powiedziała, że miałaś czas na przygotowania, wszystko zrobić tak, jak właśnie mówisz, że powinno być zrobione, to wtedy by się zdziwiły.
No na wariackich papierach, ale skoncentrowana na celu potrafię go zrealizować, także udało się. Okej, zresztą super koncert był. A Ruzia ma jakiej zapędy muzyczne? Czy jest bardzo muzykalną dziewczynką? Bardzo. Aż się boję, co to będzie. Tak naprawdę pokażę ci kiedyś film. Jako dwulatka zapytała się mnie mamo, co cioto, wskazując na futerał, w którym były skrzypce i są nadal. Mówię skrzypce córeczko, mówię tak mówię mama chce grać proszę bardzo, ale nie one są bardzo duże to nic. Ruzia wzięła instrument do ręki. Nie wiem jak to się stało. Mam udokumentowane. Dziecko wzięło instrument i wydało kilka dźwięków, ale to naprawdę brzmiących i coś sobie podśpiewywała. Chyba 100 lat wtedy śpiewała. Muszę konie koniecznie pokazać ten film.
Okej. Czyli to jednak idzie z genami. Tak. Było w naszej początkowej rozmowie o tym. Tak. którą musieliśmy zacząć od nowa. No czasami trzeba. Tak. I wtedy właśnie mówiłaś, że zastanawiasz się kto to pociągnie dalej.
Ale już, ale już miałam na myśli. Wiem kto. Ale to nie tylko Ruzia jest u nas w rodzinie. Jest jeszcze mój chrzestny syn, który jest bardzo muzykalny. Również przypomina mi trochę mojego tatę. Bardzo muzykalny chłopiec. Szymon też. To też znasz Szymona.
Tak, tak, tak, tak. Wracając do studia, czy masz jakiś swój unikalny sposób pracy z uczniami?
Boże go, cały czas zauważyłam, że mam swoje autorskie metody na naukę śpiewu, że mam jakiś wpływ na budowanie techniki wokalnej w swój unikalny sposób. Pamiętam jak kiedyś byłam na takim zakręcie, że nie lubiłam zawodu, który wykonywałam, o którym wcześniej wspominałam. Tak się modliłam. Panie Boże, ja zrobię wszystko, ale ja chcę kształcić ludzi, którzy śpiewają, którzy chcą z tym śpiewem iść w świat, pokazywać się. I patrz, co się stało. Wymodliłam i też tworzę właśnie swój swoją metodę i to działa. Może nie na wszystkich, ale w większości działa. W studio Local Vocal uczą się bardzo zdolne dzieci, bardzo pracowite, zdolne, muzykalne, kreatywne, okazują się już poza granice naszego miasta. One są już znane w Polsce. Dzieci i młodzież, a nawet dorośli. Mam niesamowicie zdolnych uczniów dorosłych, bardzo wstydliwych i bardzo pokornych, ale bardzo zdolnych.
No tak, dzieci są odważniejsze w porównaniu do dorosłych, bo jednak nie mają tego bagażu doświadczeń.
Tak, zdobywają, uczą się. A dorośli właśnie niestety go mają i ciężko przebić niektóre ściany. Czasami tak, czasami tak. A są tak zdolne osoby. Mam takiego Wojtka tutaj Agę z dorosłych.
No bo to jest bardziej dzieci. Dzieci, młodzież chcą śpiewać, czy to rodzice? To co, o czym mówiłeś są odważniejsze, prawda? Aha. Nie, to nie, to nie. Wiesz co, ja to wyczuję, czy to rodzic chce bardziej, czy dziecko. Jeżeli chce rodzić rodzic bardziej, no to musi nastąpić konkretna rozmowa, prawda? Nie potrafię uczyć dziecka śpiewać dziecka czy młodej osoby, która nie ma słuchu. Nie i nie zrobię tego ani temu dziecku, ani sobie.
No tak, bo męczarnie wtedy będą. Jest to dość jest to trudna praca wówczas. Wtedy osoba szuka innego miejsca. Ja pracuję z ludźmi, którzy muzykę mają we krwi, słyszą, także niestety brutalna prawda.
A da się tego nauczyć? Nie, to już trzeba mieć. Tego się nie da wyuczyć absolutnie. Okej, to ja nie dam rady. Chociaż różne głosy słychać, że to jest możliwe. No w moim pojęciu nie.
Pamiętasz może swój się pierwszy sukces swojego ucznia? Ojej. Albo największy sukces.
Dużo tego było. Jest i mam nadzieję, że będzie pierwszy sukces. Tak pamiętam. On go nazwiskami, imionami. Okej. Na pewno będzie znane w przyszłości to imię i nazwisko Lena Kuśmierczyk. Pamiętam otrzymała wyróżnienie. To był taki pierwszy sukces. Wiele sukcesów tu się przewija, ale powiem ci, te sukcesy wiesz co jest potrzebne, żeby odnieść sukces, z którego będziesz zadowolony? Zagadka, chęć, wsparcie innych, porażka. Porażka. Potrzebne są również porażki. Ja zbudowałam swój sukces na porażkach. Ja czuję, że to co osiągnęłam w tej chwili to dla mnie jest mój taki życiowy sukces. To nie jest jakieś chwalenie się. Po prostu czysta prawda odnoszę ponoszenie porażek również buduje i ten sukces wówczas bardziej smakuje.
Czyli mówisz, że trzeba po prostu wstać, otrzepać się. Oczywiście sukces przyjmuje się bardzo łatwo, a porażkę jednak trzeba w cudzysłowie mówiąc przetrawić, wyciągnąć wnioski i iść do przodu dalej.
A jak właśnie twoi uczniowie odnoszą te sukcesy, to dalej nie wiem, ekscytujesz się każdym z tych sukcesów. Bardzo się z tego cieszę. Bardzo. To jest nagroda dla nich, dla mnie również.
A swój muzyczny sukces to co to będzie w sensie twój muzyczny sukces co za to uznasz to, że pracuję jako muzyk to jest największy sukces mój to, że działam w muzyce
a już uznałem, że powiesz jakiś występ w udział gdzieś nie uwielbiam to występów było wiele. Ale każdy jest inny. Ale to, że mogę działać na tej płaszczyźnie muzycznej, to jest dla mnie największy sukces. Ja to kocham.
Okej. Czy jeszcze wiele lat? Najgorzej. A jeśli Ruzia zechce się uczyć śpiewu, czy będziesz ją uczyć, czy jednak ją wyślesz do kogoś innego?
Wiesz co, tak naprawdę to my cały czas śpiewamy i jedyną kartą przetargową w tym, żeby Ruzia nie oglądała bajek są piosenki, czyli utwory, które włączam różnych platform i tym mogę ją przekonać i wtedy śpiewamy. Ona wymyśla swoje tańce, śpiewa, ma swoje ulubione piosenki, także my cały czas śpiewamy.
Przychodzi tutaj na zajęcia, bo prowadzę grupę dla przedszkolaków, grupę przedszkolną śpiewającą. mówiłam, że nigdy tego nie zrobię, że będę uczyła dzieci, które potrafią czytać, ale przyszła taka przesympatyczna pani, mama jednej z dziewczyny, która teraz uczęszcza na te zajęcia i tak poprosiła, czy mogłaby pani coś wymyślić, żeby moja córka mogła tu przychodzić. Ja tak popatrzyłam na mamę uśmiechniętą, na cudowne dziecko, bardzo zdolne dziecko i powiedziałam: “No nie mam wyboru, ale szczerze to te zajęcia z tym z tą czwórką dzieciaków w tym w tej grupie też jest moja Razalka, daje mi ogromną radość i widzę jak te dzieci chłoną tą muzykę, jak pięknie odpowiadają muzycznie, czyściutko śpiewają, rytmicznie grają na instrumentach. Tutaj mamy takie personalia. Naprawdę to jest takie wytchnienie w trakcie dnia też, bo od rana do wieczora pracuje.
O, pisałem, że mocno w głowie ci dudni po całym dniu. Nie, nie, nie, ja, nie. Ja wiem, że czasami są tacy ludzie, są takie osoby, które po pracy właśnie, gdzie się śpiewa, gra, mają dosyć. Nie, ja mam słuchawki. No ale jakieś jakieś czynności domowe, obowiązki domowe. Ja mam słuchawki na uszach, słucham muzyki. Czy to jest klasyka, czy czy jazz. Naprawdę to chyba jest uzależnienie.
A co jest największym wyzwaniem w prowadzeniu takiego studia w Zamościu?
Organizacja. Organizacja. Jeżeli chodzi o to, co tutaj mnie dotyka, to jest organizacja. Muszę być bardzo zorganizowana. A wiesz jaka jestem? Mhm. Szybka. Mam dużo zawsze obowiązków. Zresztą, ile myśmy się umawiali? No trochę minęło. Trochę minęło, prawda? Ale już byłam skłonna odwołać, powiedzieć ci, że nie, ja chcę dzisiaj odpocząć. Ale nie, posłucham twoich podcastów. są tak sympatyczne, fajne i tak się ich świetnie słucha, że nie, nie odwołam, zrobię wszystko. A Ruzia jest chora teraz, także wiesz, zostawiłam chore dziecko w dom z męża. Nie same, nie same ta organizacja, wiesz, bo to to nie jest tylko, że ja sobie wchodzę do sali, siadam za pianinem, pracuję z uczniem, tu emisja głosu, ćwiczenia, tu repertuar. Nie, nie, nie. No dzisiaj mówiłam ci, co robiłam przed naszym spotkaniem w studio. Tak, tak. Sprzątałam o 1:00 w nocy, to nie mam kiedy.
Mam nadzieję, że sąsiedzi na górze nie słyszeli. A nie przeszkadza im właśnie. W sensie tutaj raczej nie słychać, ale jak z Rozalką śpiewacie lub muzykujecie w mieszkaniu.
Słychać nas, słychać nas. Ja, przed tutaj wynajmem tego lokalu poszłam do sąsiadów z góry i zapytałam, czy będą mieli coś przeciwko temu, żeby tutaj powstało studio wokalne. Tak popatrzyli na mnie, oni powiedzieli: “Pani Magdo, absolutnie wspominają czasami, że przy sobotniej kawce, bo ja w soboty pracuję, m, że sobie słuchają, nie włączają telewizora żadnej muzyki, tylko słuchają sobie jak dzieciaki tutaj młodzież śpiewa”. To dobrze mieć takich sąsiadów. Bardzo sympatycznie państwo pozdrawiam.
Okej. A co uważasz na za najtrudniejsze dla tej dzieci młodzieży, którą uczysz śpiewu? Co jest dla nich najtrudniejsze w tych czasach?
Jest kilka rzeczy. Najtrudniejsze dla dzieci jest wytrwałość, regularność, pracy, bo nie oszukujmy się, śpiewanie to nie jest to, że wchodzę tutaj na lekcje, wychodzę i przychodzę za tydzień i znowu śpiewam. Nie, głos ludzki to jest żywy instrument, który trzeba trenować. Tak jak sportowcy trenują swoje dyscypliny. Tak samo wokalista. No my nie jesteśmy sportowcami, ale oni są artystami ruchu, a my jesteśmy artystami i też jest ruch w tym i też jest taka muzyczna kreatywność w tym i to trzeba ćwiczyć, trenować. Trzeba być non stop w treningu, żeby ten głos się rozwijał. Bo jeżeli my nie będziemy trenować swoich mięśni, oddechu i tak dalej i tak dalej, nie będziemy poznawali nowego repertuaru al będzie albo będziemy tkwić w tym samym repertuarze przez cały semestr, bo tak też się zdarza, no to to nie ma sensu. Repetitio estat studiorum, takie hasło, że powtórzenie jest matką nauki. I tutaj do tej sztuki wokalnej też to się odnosi. Ja sama doświadczyłam tego na sobie, bo kiedyś śpiewając, no to tak jak mówiłam, zaśpiewam, potrafię śpiewać. Aha. A jak zaczęłam regularnie ćwiczyć, to ten głos oddał mi z nawiązką to, co ja wykonałam, jaką pracę włożyłam.
Także to to jest piękna sprawa. No niestety nie każde dziecko to rozumie. Tak jak mówię, przyjdę sobie, pośpiewam i wyjdę. To jest dla dzieci najtrudniejsze. Druga sprawa, uważam, że ta technologia, która powstała, jest, dzieci są nią bombardowane, bardzo przeszkadza. Ta kreatywność troszeczkę się zmniejsza. One mają wszystko podane na tacy. Włączą platformy, odsłuchają utwór, jedno wykonanie, drugie, trzecie, piąte, 10te. Tak to zainspirują się, to jest dobre, ale ja na przykład takiej możliwości nie miałam. Ja musiałam sama wymyśleć. Także to to jest złe. Te telefony, dramat.
Na tą pierwszą część, czyli to to właśnie to to powtarzanie ciągłe. Masz jakiś sposób na to, jak to ich przekonać do tego. Chociaż tu też jest tak, że to jest młodzież młodzież dzieci, które chcą tego, więc wydaje mi się, że tu jest odrobiny łatwiej.
Tak. Mam tutaj kilka grup uczniów właśnie. Są dzieci bardzo zmotywowane, są dzieci, które ja motywuję z różnym skutkiem, prawda? Ale jak to dziecko, które jest motywowane, widzi sukces, że jest, że jednak jest postęp, to wtedy jest taka iskra i rzeczywiście czasami to tak odpala i później idzie i i nie ma co zbierać. Także mam dużo zdolnych dzieci i pracowitych dzieci. To to już w ogóle niepodważalne, niepodważalny rozwój, nieustanne. Wspaniale jest się temu przyglądać, wspaniale jest w tym uczestniczyć i być takim drogowskazem dla nich, bo to będą osoby, które będą znane. O nich będzie głośno, będzie ich słychać, będzie ich głosy słychać, a piękne mają głosy.
Ile mniej więcej lat obstawiasz? Musimy jeszcze poczekać. Jeszcze trochę. Jak się to nie stanie zaraz, bo już niektórzy śpiewają na estradach rów różnych warszawskich scen, krakowskich i tak dalej, i tak dalej. Ja troszeczkę teraz mam mniej czasu na koncertowanie, ale odrodzę się, zaczyna mi tego brakować.
Koncertowania. Tak, kiedyś to było więcej. Teraz mam więcej zobowiązań tutaj na miejscu związanych z pracą. Pracuję na etat, na etacie w szkole jako nauczyciel muzyki. No i tutaj studio, więc czasu na koncerty jest mniej, ale wakacje zdarza się częściej. No to też jest dla mnie taki pokarm artystyczny. Lubię to.
A właśnie co takiego towarzyszy wtedy tobie na tej scenie?
Emocje, opowieść, którą chcę przekazać przez filtr własnej wrażliwości. Bardzo to lubię. Czasami jest dla mnie czymś takim jak katarzis, oczyszczenie. Czasami następuje oczyszczenie po prostu umysłu poprzez to jak się wyrażę, jak wyrażę jakiś tekst, utwór. Także tak to taki katarzis, ale też dawanie, obdarowywanie tym co się, co posiadam, co chcę przekazać, tą opowieść, którą mam w sobie i na którą czekają słuchacze.
A ile trwa przygotowanie do takiego koncertu?
To zależy, ile utworów mam przygotować, prawda? Jeżeli mam przygotować sama cały koncert, no to tak minimum 12 utworów na pamięć, nauczyć się, przygotować właśnie te opowieści, co chcę przekazać, co chcę powiedzieć. No to to tak myślę, że miesiąc czasu to jest dla mnie optimum, natomiast w trakcie to wychodzi tydzień, dwa. a czasami z dnia na dzień się zdarza, ale wtedy to nie cały koncert, tylko po prostu wskakuje jako solistka na przykład na koncert z orkiestrą.
Okej. Myślałem, że dużo dłużej. Nie no, co ty.
A zdarzyło ci się zapomnieć tekstu? A gdzie? Jak żeż nie? Oczywiście. To wtedy zmyślam. No zmyślam, co mam robić. Mam koleżankę, słuchaj, która nie wiem czy ona śpiewała na konkursie, czy to był koncert. W każdym razie zapomniała tekstu i wiesz co zrobiła? Ruszała ustami i zrzuciła winę na akustyka, że się sprzęt zepsuł albo coś się wyłączyło. Rozumiesz? To jest to jest sposób.
Dobry. Okej. Zmyśalnie, ale to też trzeba wiedzieć, że coś takiego wymyślić. Mhm. No ta kreatywność ja zmyślam, natomiast coś obok sensu tekstu śpiewał. Natomiast no właśnie ta koleżanka tak mi opowiadała, że trzeba ruszać ustami. Pokazuje wymownie, że coś nie działa, a ona zapomniała tekstu. Każdy ma jakiś sposób na radzenie sobie w takich sytuacjach. Tak także u mnie jest myślenie.
Teraz jakiś koncert się szykuje? No może nie teraz, no bo teraz jesteśmy listopad.
Szykuje się. Dostałam kilka propozycji. Tak, szykuje się i to musi się odbywać na weekendzie, bo na tygodni absolutnie odpada. Także mam do przygotowania utwory. Bardzo się cieszę. Bardzo, bardzo już żyję tym, tą treścią. No i zacząć muszę ćwiczyć.
A kiedy koncert?
13 grudnia.
Świąteczny. Nie, nie. Tematyka chyba ci nie powiem. Nie jestem do końca poinformowana, ale utwór przygotowuję utwór Anny Jantar.
Gdzie to będzie? Gdzie będzie można ciebie posłuchać?
Nie wiem. A okej. Dostałam repertuar, którego mam się nauczyć i się go uczę. Życie artysty czasami się dowiaduję na estradzie, co będę śpiewała z minuty na minutę.
Naprawdę? A co ty myślisz, że to wszystko jest tak zawsze zaangażowane? Czasami trzeba improwizować. No to już ta improwizacja to wychodzi z tego, co już znasz, bo chyba nikt ci nie rzuci czegoś tak, tak, tak. zupełnie nowego. No nie, często tak jest. Nie, nie. To są wyjątkowe sytuacje. To są bardzo wyjątkowe sytuacje. No ale trzeba być przygotowanym.
A masz jeszcze jakieś plany na rozbudowę studia?
To tajemnica.
A dlaczego zamość? No właśnie. Dlaczego zamość? Ja się tutaj urodziłam, tu się wychowałam, tu się uczyłam. Wiesz co, tak naprawdę ja sobie nie wyobrażam innego miasta, w którym mogłabym mieszkać. Mogłabym mieszkać gdzieś obok Zamościa, bo obok Zamościa mamy przepiękne, malownicze miejscowości, a ja uwielbiam naturę. Nie wyobrażam sobie. Powiem ci szczerze, że mam znajomych, którzy przyjeżdżają z całej Polski, są na przykład z Rzeszowa, z Warszawy, z Krakowa i ja zawsze czuję się w obowiązku, żeby im zapoznać ich z miastem. I dostałam kiedyś takie taką informację zwrotną od koleżanki. Mówi: “Madzia, ty jesteś bardzo zakochana w swoim mieście. Mis to tak opowiadasz z nim o nim z pasją, że ja jestem pełna podziwu. Ja mówię tak, bo tak jest. Ja sama odkrywam to miasto, nie cały czas, nieustannie, ale coś tam zawsze nowego dostrzegę, czy na starym mieście, czy gdzieś w okolicach. Uwielbiam lasy. Uwielbiam. A mamy tutaj tego dostatek, więc ten zapach lasu to jest to jest coś, co ja uwielbiam.
A uważasz, że w Zamościu, bo nie jesteśmy dużym miastem, uważasz, czy można zbudować karierę międzynarodową? W takiej Warszawie, nie wiem, Krakowie, Łodzi, nie byłoby łatwiej?
Czemu nie? Miasto to jest przepiękne. Zamość to to przepiękne miasto. Napływają tu turyści z całego świata. Nie widzę tutaj różnicy. Wiadomo, jest to miasto mniejsze, ale żeby miało jakieś bariery, aby pokazać się światu. Absolutnie. Tu jest świat. Ja nie mam.
To w takim razie moglibyśmy mieć tylko bliżej lotnisko, żeby lotnisko latać po ty jest lotnisko. Tak jest. Jest lotnisko w mokrem, ale chyba będzie ciężko udać się do innego kraju. No to w ten sposób do najbliższego lotniska. Ja tam nie widzę problemu.
Czyli nie wiem, nie masz takiego kompleksu, że tu, że jesteśmy w małym mieście, więc jest trudniej o o właśnie nie wiem, o uczniów, o naukę. Nie jest trudno. Nie jest trudno. Zamość. Ja jestem dumna, że mieszkam w Zamościu, że tutaj mieszkam, tutaj pracuję, tutaj współpracuję z dziećmi, które się rozwijają pod moim okiem. Do czego ma być im trudniej? Szkolę się u specjalistów całego świata. Właśnie czeka mnie za dwa tygodnie szkolenie z wokalistami ze Stanów Zjednoczonych, z Berkley School of Music, gdzie widzę. Także tam będą takie dwa intensywne dni. Wcześniej jadę na szkolenie do Wrocławia, gdzie tematyką będzie prowadzenie chórów dziecięcych i zespołów młodzieżowych zespołów w lokalnych na tak we Wrocławiu. Także trzy dni szkolenia, piątek, sobota, niedziela i w poniedziałek do pracy.
Z Ruzią i Konradem jedziecie? Nie, nie, nie, nie mieli taki, taki był plan, ale Konradowi będzie wygodniej tutaj z Ruzią. spędzić czas. Ja trochę żałuję, bo lubię z nimi podróżować bardzo. Jesteśmy przyzwyczajeni do wspólnego podróżowania, o czym wspominałam na początku, prawda? Te wyjazdy Ruzia to jest globtroter mały. Także a wracając do tego, że Zamość jest małym miastem, nie u mnie to jest piękne i wspaniałe miasto. Ja jestem dumna, że tu jestem i mogę je reprezentować poniekąd, bo czasami Zamość reprezentuje.
A co byś powiedziała młodej osobie z Zamościa właśnie, która ma podobne marzenia bądź chciałaby zacząć śpiewać?
Niech robi to, co kocha i tam, gdzie chce. Przecież moje marzenia się spełniły i mieszkam w Zamościu, w najpiękniejszym mieście na świecie. I powiem ci szczerze, gdzieś jak gdzieś pojadę, lubię Gdańsk, uwielbiam, lubię Kraków, lubię inne miasta, ale jak jestem tam i pomyślę o Zamościu, ech, ten Zamość jednak jak to fajnie, że ja mieszkam w Zamościu.
Czyli faktycznie bardzo, bardzo uwielbiasz to miasto.
Tak, to jest miasto do życia rodzinnego. Dla mnie najważniejszą wartością w życiu jest rodzina. Więc tutaj mieszkając w Zamościu no nie ma lepszej przestrzeni. Tak jak wspominałam o tych lasach dookoła, wszystko mamy. Ma i moja rodzina jest również, prawda, tutaj. Także to jest ogromna wartość mieszkać tu, pracować i być z rodziną.
A gdybyś mogła zrealizować jedno marzenie związane z rozwojem muzyki w Zamościu, co to by było?
Mogłam powiedzieć, że to tajemnica. Na pewno chciałabym zorganizować jakiś festiwal, gdzie moglibyśmy poznawać właśnie tą uzdolnioną młodzież, która by przyjeżdżała do naszego miasta, poznawała przede wszystkim miasto, ale też pokazywała swój talent. Taki mam pewien zamysł. Chciałabym coś takiego zorganizować. Mam nadzieję, że się to uda. Wiesz, jednemu ludzikowi jest ciężko, więc trzeba by było zabrać grupę osób. która tak samo kocha Zamość jak ja i działać, bo przez takie inicjatywy nasze miasto jest widoczne. A jeszcze utalentowana młodzież i nasza tutaj młodzież Zamościa i okolic to tym bardziej myślę, że to by była super promocja.
Miejmy nadzieję, że ktoś cię znajdzie. Mhm. I wspomoże. Może, może.
Okej. To to ode mnie byłoby na tyle. Chyba, że ty jeszcze chcesz coś powiedzieć.
Ja bardzo ci dziękuję za rozmowę wielką sympatią, taką słucham twoich podcastów i jestem zaszczycona, że mogę być bohaterką jednego z nich.
Dziękuję. To w sumie jesteś drugą kobietą, bo ostatnio właśnie z Moniką Tadrą. nagrywałem.
Wow, Monika. I w piątek będzie, ukaże się, ale tak i właśnie z Moniką jeszcze już po nagraniu rozmawialiśmy, bo właśnie się pyta czy jeszcze jakieś kobiety, bo tak sami mężczyźni są. No mówią właśnie jakoś ciężko znaleźć te kobiety u nas. Dlaczego? Nie wiem. Poszukam i z chęcią mam nadzieję, że jeszcze ktoś sam się zgłosi, więc A czyli można się zgłaszać do ciebie? Tak, jak najbardziej.
O, widzisz. To może ja podpowiem, bo mam kilka koleżanek, które na pewno z tobą porozmawiają. Ja bym nawet mogła tu nominować. Okej. Nominuję Anię Szczerbę Mroczek. To jest kobieta, z którą koniecznie musisz porozmawiać.
Okej, to weź też jej linka. Zobaczymy, czy wysłucha do końca. Dobrze. Egzamin. Tak, tak, tak. Dobrze. Mi się miło rozmawiało, więc dzięki Kacper, bardzo ci dziękuję. Po festiwalu znowu się spotkamy i będziesz mogła poopowiadać, jak to doszło do zrealizowania. Oczywiście.
