Transkrypcja
Grzegorz Obst – Nie czekaj na lepsze czasy. Stwórz je sam – historia klubu jazzowego Kosz w Zamościu
Ślady, podcast o ludziach, których warto poznać.
Dzień dobry. Dzisiaj naszym gościem jest pan Grzegorz Obst.
Zanim przejdziemy do rozmowy to jeszcze szybko sprawy organizacyjne. Odcinek
powstaje w ramach stypendium artystycznego prezydenta miasta Zamość,
a znajdujemy się w jednym z pomieszczeń wydziału kultury i sportu w Zamościu.
Więc czy mógłby nas pan zabrać do lat 60 i jak to mniej więcej kulturalnie
wyglądało w naszym mieście? do 60 trochę pamiętam jeszcze. To nic nie było
praktycznie parę kapel grających takich chałturniczych to się nazywało, bez obrazy
muzyką. W knajpach się grało i takie rzeczy. No
i jakieś tam od czasu do czasu występy. Ja byłem dzieckiem wtedy jeszcze. Tak.
A wszystko takie zawsze byliśmy niedowartościowani,
że gdzieś tam w tych większych miastach coś się dzieje, a u nas w tym naszym
biednym Zamościu jeszcze przed renowacją dużo,
no nie było co robić. No, no robiliśmy coś tam, graliśmy, bawiliśmy się.
Ale jak powstał stan wojenny,
nie to źle zabrzmi, ale to trochę i przez ten stan wojenny jest jakoś ta
nasza grupa tak tych rówieśników mniej więcej zmobilizowała, że jest nuda, że nie
można wyjechać gdzieś na jakiś koncert posłuchać raz w roku czy dwa, bo nie
można było się za bardzo poruszać. Więc padł pomysł,
że może by jakiś klub założyć w tym mieście, miejscu. Zresztą mieliśmy wtedy
po 20 parę lat różni ludzie. Zaraz będę
wspominał niektóre tych co byli w tej pierwszej wersji tego
klubu.
Może takim epizodzik, jak przychodzę do pracy, a pracowałem w zespole szkół
ekonomicznych jeszcze się wtedy można było palić
papierosy, była palarnia. Ja byłem najmłodszym tamtym
nauczycielem. Wchodząc do palarni
siedzi gość i co czyta? Jazz forum. A Jazz Forum to
było nas pięciu czy sześciu, które mieliśmy prenumeratę i czytaliśmy to to
było. No i zdziwili czytasz Jazz Forum? Tak. Przedstawił się
to Marek Rzeczkowski taka maszynka, która nas na to nakręciła. Pochodził z
Pionek, jak dobrze pamiętam i on był tym motorkiem, który nas nakręcił. No
przecież można zrobić to co? No i tak to powstało
nie mieliśmy pieniędzy, nie mieliśmy lokalu. Lokal nam od razu udostępniła
organizacja młodzieżowa ZSP, która się za chwilę skończyła.
Podarowali nam to, nie podarowali, udostępnili nam piwnicę piękną przy
Zamenhoffa w tej mykwie. No i tam się zaczęło. Zaczęło się
dyskoteki, zbieranie pieniędzy. No oczywiście jakieś tam marzenia co
będziemy robić i to się wszystko spełniło tak naprawdę.
Ale tym motorkiem był przede wszystkim Marek Rzeczkowski, który w tej chwili
mieszka w Holandii. Się nasze jakieś kontakty, ale zawsze zaczynam od Marka
Rzeczkowskiego. No a potem to już był zarząd klubu.
Szybciutko pierwszy prezes Krzysio
króciutko, potem ja jeszcze jakoś tam troszeczkę tam się to mieszało, ale nie
interesowała nas to bardzo ta cała administracja, bo byliśmy lewi w tym
zupełnie. Nauczyliśmy się dopiero po 40 latach i to powstało.
Naprawdę nie było tam żadnych honorariów, jeśli chodzi o organizatorów. Raczej zbieraliśmy
pieniądze, żeby móc zaprosić kogoś gwiazdę nareszcie jakąś gwiazdę do
samości i otwarcie tego takie oficjalne.
Klub odbył się po 82 roku październiku a gwiazdą był Stasio Sojka
z Hauptem i
z szakalem, z saksofonistami naszymi wspaniałymi.
Tak to się zaczęło. No i potem zaraz za chwilę
następny koncert, czyli już ten jaz na kresach pojawia się też pomysł Marka,
żeby ten jaz na kresach. Myśmy się trochę oburzali w pewnym momencie, że
dlaczego jest na kresach? Przy w jakiej to kresce my jesteśmy, nie? Ale to się
dalej trzyma i wszędzie się podoba. Ta nazwa też zadziałała bardzo na
wszyscy chcieli zagrać na tej imprezie Jazz na Kresach. Tam kur tu Związek
Radziecki jeszcze a tu na Kresach. No i tak to się fajnie potoczyło.
Zaczęły się to koncerty, wystawy
club, bar. Mieliśmy fortepian. Ludzie nam pomagali dając na przykład fortepian
jakiś zdezelowany, ale jeszcze dało go się na stroić, zrobić. Był to instrument
najważniejszy. No pierwsze zespoły, które
jazzowały trochę to były zamojskie ze szkoły muzycznej Marian miał big band
taki który prowadził nie Big Band Dixland właściwie
gdy to byli uczniowie potem ci uczniowie za parę lat już dzisiaj są fachowcami
słynnymi jazzmanami niektórzy środowisko muzyczne z chyba bardzo mocne
tutaj takie to wewnętrzne, ale jeszcze ten takie to
wejście tego jazzu, tych wielkich gwiazd jak się tu pojawili praktycznie wszyscy
muzycy jazzowi, wszyscy. Ja zawsze mówię, że Urbaniaka
tylko nie było w Zamościu. No już go nie będzie. Niedawno umarł.
Wspaniały mózg, ale była jego żona
i cała śmietanka nie tylko polskich muzyków, ale i z Europy, ze Stanów
Zjednoczonych, z całego świata. tych koncertów tak do w ciągu 40 lat
dzisiaj 41 to próbowałem sobie tak policzyć szybko
na palcach to tak najbiedniej to wychodzi jakieś 400
już tak cieniutko jak 10 tylko a bywało żeby było po 20 30 w ciągu roku takich
tych dużych koncertów, bo oprócz tego ta muzyka była grana przez nasze
zamojskie zespoły z takimi dużymi wyróżnieniami
jak Złota Tarka na przykład Jazz Juniors. Wszędzie mieliśmy tych swoich tych ludzi
z Zamościem, prawda? Ale to jak się w ogóle muzyka u pana
zaczęła? No bo my zaraz tą całą historię przejdziemy i jeszcze
nie. Moja muzyka to była taka na ulicy grana, nie? A że skończyłem taki SN
wtedy był w ramach ucieczki przed boiskiem z Jurkiem Słotą.
wylądowaliśmy tam w wojsku, taka ta droga była inna nie
i tak nas wsadzili do tego wojska przemęczyliśmy się, ale od wojska też
robiliśmy to co wiedzieliśmy nie no a też i motorkiem takie mobilizowanie
dla nas to było powstanie zespołu wszyscy byli z Zamościa.
Wszyscy byli w Zamościa i trzy lata przed założeniem klubu
oni już byli gwiazdami i też często słyszy tak to
zmobilizowało. Nie, nie to nie tylko jest Jurek Słota, Witak Pasz, Andrzej
Kozioł, tylko też wszyscy wielu innych młodych ludzi. Tak się stało
dzisiaj gdzie cię nie wsadzisz to się mówi
palucha to przyjdzie ktoś z Zamościa w tej w tej branży jazzowej
z tej naszej szkoły. A Zamość to między innymi Tomasz i to wszystko bo to
centrum jednak było tutaj w Zamościu. A czemu ten jazz, a nie jakieś właśnie
inny rodzaj muzyki? Jakie rodzaje muzyki? Nie, zamiast
innego rodzaju muzyki to właśnie padło wszystko na jazz i tak
nie jazu słuchałem, bo słuchaliśmy najpierw czytali i słuchali. Radio
Pionier było w domu. Potem słuchaliśmy radia Luksemburg, gdzie się pojawiały
niegrane w naszych rozgłośniach
utwory. A jak były jakieś takie jazzowe,
pamiętam, to śpiewali tylko ci
uciśnieni murzyni. była komuna i tylko co było murzyńskie
było śpiewane. Śmieliśmy się miałem starszych braci,
którzy się zbijali zawsze ze mnie i tworzyli jakieś takie bajki, ale to
wcale nie były bajki, jak się okazało. Ale wracając do jazz klubu, kosz
też taka historyjka fajna. Jak się to będzie nazywało ten nasz
klub, nie? No i kosz. Jaki kosz? Ja pamiętam Mieczysława Kosza . Nie zdążyliśmy
będąc w Tarnowie mieliśmy być na tym koncercie, ale
spóźniliśmy się, bo się daty nam pomieszały i miesiąc wcześniej ten
koncert się odbył. Także to jeden z ostatnich koncertów
Wicia Kosza. No i okazało się, ja nie wiedziałem, przyznaję się bez zbicia, że
on pochodził stąd. Tak. Takiej wiedzy jeszcze wtedy nie mieliśmy. Mało kto
mówi, że on jest tutaj spod Tomaszowa, nie?
No i jest naszym patronem. też myślę, że przyczyniliśmy się
troszeczkę tą naszą działalnością pod jego z jego
nazwisko nazwą, że i powstał film nawet o muzyku Kosza
znam poznaliśmy jego kolegów, którzy jeszcze żyją
wspominali go jest dużo takich
filmików właśnie, gdzie się wypowiadają na temat Mietka Kosza.
A czy to wam pomagało w tamtych czasach? No to była marka. Do dziś jest marka,
nie? Ten skin kosz jest marką, ale marką był przede wszystkim kosz.
także przy tych pandemicznych problemach, jakie powstały
parę lat temu, trochę to się załamało, zawaliło.
No ale widzę, że wraca do normy i że będzie dobrze, także
dalej się będzie to rozwijało. Okej. Oby. A jeszcze w tamtych czasach
to ciężko było pozyskać jakieś właśnie finanse na zorganizowanie imprezy. O
finanse to zawsze ciężko, nie? No myśmy jakoś taką dobrą rękę. Wielu ludzi nam
chciało pomóc. No było coś nowego, coś się zaczęło dziać, można było przyjść.
Myśmy oczywiście dyskoteki, to nie ma żadnego wstydu, bo tam były takie
pieniądze zbierane, jakieś inne akcje. A na dyskotekach co graliście?
No nie było jeszcze disco polo, a jeszcze nie było na szczęście. No
normalną rokował taką taneczną muzykę.
No i zatrzymamy się, nie?
A z tą muzyką coś innego powiedzieć. No starość, wiesz, to jest 150 historii
jaka nie może 1000 można opowiedzieć albo napisać.
Wczoraj tak przerzucałem takie na przykład zdygitalizowałem swoje nagrania
jakieś z klubu, wiesz na VHSach jeszcze nie i to kiedyś nie wiem z pi lat temu
zdigitalizowane zostało. Ja tego nie przyjrzałem to tak toż na setkę, czyli
cała kaseta. A na tej kasecie nie wiem co jest dalej.
Wiedziałem, że tam jest to i to fragmencik tą nagrywamy. Nie skrywam
sobie. No i wczoraj usiadłem i obejrzałem tylko
jedno, gdzie nie wiedziałem, ile tam rzeczy jeszcze jest takich ciekawych. To
nie, że można z tego coś poskłada. Już tylko VOS.
No to nie przeszkadza, tylko trzeba piękne, piękne nagranie ci kiedyś
pokażę. Trzeba byłoby przysiąść i coś z tego
właśnie zebrać. Ale wracając jeszcze właśnie do
Stanisława Sojki, bo właśnie znalazłem, że w kronice napisał: “Obyście nigdy nie
zaniechali jaz”. O, właśnie te hasła. Ja szukałem, rozumiesz, skanów,
bo zeskanowane mam te kroniki. One zostały w koszu
i Marek tam gdzieś jakoś tak to gdybyśmy mieli tą pierwszą kronikę, by nam się
fajnie gadało, bo tam był tak jeszcze taka prowadzona dokładnie każdy tam coś
miał do zrobienia, nie? Jest to wszystko. A Sojka, no Sojka był
naszą taką gwiazdą, wiesz? Zaprzyjaźniliśmy się. To często bywał w
Zamościu. Bardzo często. Za często czasami.
Także było świetnie. A czy przeczuwaliście, że to się tak
potoczy? Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie. Najpierw był taka próba, nie? Coś
nowego. Pojawiło się nowy klub jeszcze jazzowy,
nie? Tam różne hasła były o tym jazzie, ale to była ta dyskoteka i był ten jazz,
była atmosfera, bo było nas tam połowa ludzi, którzy tego słuchali
naprawdę. To myśmy tam pokończyli studia, coś zawsze tam się
łaziło po tych koncertach. A jeszcze było paru nas takich, którzy
tak jak już wspominałem, żeśmy czytali mnóstwo mimo woli na
przykład co się, że jest jeszcze jaz i to to taki koncert. Tak, bo moi starsi
bracia kupowali taką gazetkę jazz, potem ja ją kupowałem, bo tam oprócz był
jeszcze rok plus tak, taki miesięczny był, nie? I to była pierwsza jakaś takie
informacje. No jeszcze nie było trójki radiowej, tam jeszcze innej nie było.
A potem Stanisław Sojka to też był takim
naszym wiesz coś takiego. Nie wiem czy to
tak nas tylko chwalili ci co raz tu przyjechali to chcieli tu
przyjeżdżać kilkanaście raz i bywali tacy. Ptaszek raz nie był w roku no to
był chory po prostu. A bywał dwa trzy razy w różnych tam formacjach składach.
Zresztą był ojcem chrzestnym Jazz na Kresach. Honorowany taką nazwą
Ojciec Chrzestny. Okej, bo zanim jeszcze przejdziemy do
tych festiwali, bo jak wcześniej rozmawialiśmy, to wspominał pan o tym,
że was często zmienialiście miejsca. Festiwal,
ale to właśnie zanim przejdziemy do festiwali, bo często zmienialiście
miejsca, nie mogliście znaleźć konkretnego miejsca. Myśmy zmienili
miejsce po, żebym nie skłamał jakiś 20 latach.
20 latach, bo musiało być do sprzedaży była ta kamienica. Myśmy nie byli w
stanie jej podjąć ani miasto, żeby ją wyremontować, zrobić tak jak wygląda ten
77 klub teraz dzisiaj. Nie inaczej wyglądał, bo sama myk. No ale
potem zanim to się sprzedało to w międzyczasie
my z żoną gospodarowaliśmy taką tą kamicę
rektorską tutaj co jest taką do siebie żeby zarobić na życie nie no i to życie
tak powiodło, że tak jeszcze przez trzy lata działał kosz stary mówię o miejscu
na Zamenhofa do tego ostatniego momentu potem była szybka wyprowadzka
No a my czekaliśmy na miejsce, że tyle się rzeczy nowych odbudowało. W mieście to
pewnie się znajdzie jakieś miejsce dla nas. No i nie było wcale łatwo. Chociaż
mieliśmy dobre wejścia z panem prezydentem Zamojskim, ale nie było
łatwo, bo wszyscy chcieli, nie? No i w końcu dostaliśmy to, ale
bardzo drogo nas to kosztowało, bo tam były strasznie wysokie czynsz i energia
elektryczna do dzisiaj jest i to jest to jest zło tego lokalu dla ajentów,
ale później też i ten klub, bo nikt go nie chciał prowadzić jako ajent też to
poprowadziliśmy i było ciężko. No ale nie było straty jakieś całkiem
przyzwoicie, tylko za ciężki. Ale zanim ten klub powstał tam na
Szczebrzeską się przeniósł to przez jakieś 5 lat
to około 5 lat tak nie za bardzo pamiętam to wszystkie koncerty jazzowe
odbywały się albo w orkiestrze włościańskiej, jeżeli nie było pogody czy
była to zima czy coś w domu kultury albo już potem w lecie to wszystko na
rynku więc te koncerty były otwarte nie ma żadnych biletów
i by no niesamowite zespoły grały tutaj i te festiwale jaz na kresach otwarty
spotkania wokalistów odbywały się, bo jesień była
w tej siedzibie jeszcze u Namysłowiaków jak my to mówiliśmy,
też bardzo dobra współpraca z orkiestrą właśnie w Kłobowiczu
z Domysłowskiego ze szkołą muzyczną te wszystkie
organizacje szkoły działały u nas jednocześnie.
A na te festiwale to skąd były skąd się brały pomysły, żeby je? Festiwal
pierwszy jak zagraliśmy otwarcie klubu to Marek Grzeszkowski, tą sprężynką
pomagali tylko i uczyli się od niego wielu rzeczy
to właśnie, kiedy padło hasło jaz na kresach
to był bardzo piękny festiwal ten pierwszy no i tutaj przyjeżdżał cały
psio czyli prezes i cały zarząd no i Tomaszkiewicz który był szefem
był na tych tym rzezie na kresach i tak
pewnym no po paru dniach tam czy po miesiącach
przekombinowali, żeby tak spotkania wokalistów reaktywować, bo ich 10 lat
nie było. Zaczęły się w Lublinie. Tutaj trochę
błąd popełniliśmy, ale to tak z szacunkiem do Lublina był. To przez
pierwsze 10 lat działało w Lublinie. Najbliższy festiwal taki jazzujący, nie?
No już jak spotkania wokalistów te pierwsze
to mówię to jest jeszcze ściągła te atmosfera tego stanu wojennego, ale
to wszystko się rozwija jednak do przodu, więc to były największe gwiazdy
jakie mieliśmy na początek nie gwiazdą był Georgie Fame taki niesamowity
wokalista Zory ze wspaniałym big bandem szwedzkim przyjechał do tego jeszcze
było tam iluś niby tak nie powiem, bo nie mam kartki, bo to
zapominam. Więc to trwało trzy dni. No i tak się zaczęło i zostało w Zamościu z
konkursem w okolicy jazzowych. Pierwsze laureatki to są Zając i
Kurde, no zacinam się starość.
Zaraz sobie przypomnę. Boże, Lora Szafran i Zając i
nie wystarczy na razie dwie laureatki z pierwszego.
A potem to tak Marek Bałata no którego nie dotkniesz wokalisty w tym kraju
polskiego i nie tylko. To jest Zamościa z tego konkursu.
Teraz trochę tam słabo po tej pandemii, nie?
Ale no gwiazdy same gwiazdy stąd też potem mieliśmy, nie mieliśmy problemu,
żeby nie przyjechały do nas, czy przyjechali na kolejny koncert ze swoim
zespołem czy tam w jakimś programie. A był ktoś taki, kogo było ciężko
przekonać, że przyjechał tutaj? Nie, nie. Do przekonywania muzyków to
jest tylko kasa głównie. Chyba, że mają duże wielkie serce, no to wtedy oni kasy
nie mają. I i tak to wygląda. Nie, nie. Chętnie przyjeżdżali.
Jak w tej każdej branży za ile i co jak. No to nie były jakieś takie tylko nikomu
nie mówcie, ile zapłaciliście do mnie, bo się przyzwyczają na tej zasadzie.
No mieliśmy też sponsorów na przykład takim ze sponsorów z dużymi pieniędzmi. No już
potem w międzyczasie pisaliśmy wnioski do Ministerstwa Kultury jak
można było po tych latach
90 i
urwało się w ostatnich latach. W ciągu tych ostatnich 10 lat, jak
zawsze mieliśmy przynajmniej dotacje tam tak my średnie szarpaliśmy się na jakieś
tam setki tysięcy, na 50 000, bo resztę zarabialiśmy tutaj. Myśmy na przykład
mieli wyłączności plakatowanie miasta. Paru fajnych ludzi się wychowało na tych
plakatach, bo jeden dzisiaj jest lekarzem, drugi tam jakimś jeszcze kimś.
Plakatowali, żeby mieć pieniądze na studia. Przy czym myśmy zarabiali na to
tak, no może nie 50, ale 30. To już był, to już były duże pieniądze wtedy. No i
oprócz tego imprezy jakie organizowaliśmy też mieliśmy
kasę swoją, no mogliśmy robić rzecznie. Potem się urwał jak się zorientował
chyba ówczesny ostatni minister kultury, że to nie to kombo, to nam obciął to
Wszystko innym organizacjom zrzutów.
Okej. darować. A sponsoring tym z takich no
biznesmenów nie będę wymieniał, był też bardzo
dobry, bo też byli zakręceni na tą muzykę. bardzo zakręceni.
Tak, jakaś była bieda, coś tam się waliło, no to
pukamy, wiem o co chodzi, nie wam brakuje. No, no tak było.
Znalazłem, że w 2005 roku powstał projekt o nazwie New Cooperation Zamość-
Łuck. Skąd pomy coś takiego? Jeszcze był następny festiwal. Jeszcze
był pierwszy festiwal, czyli to był Jazz, tak naprawdę.
Ale miał taki podtytuł, właściwie ważny tytuł Free Cooperation,
więc był to festiwal zorganizowany przez Tłuczkiewicza Tomka i nas oczywiście
i jeden z takich no szaleństwo to było, bo to free jazz
naprawdę odlot taki, nie? Też są uratowały się filmy, jakieś kawałeczki
zdjęć i ten free cooperation był raz. No nie była ta muzyka do słuchania dla
wszystkich, bo się nie dawało, nie? Więc żeby tak potem nie zapomnieć tej
nazwie, tośmy zrobili najpierw z mieliśmy nazwę, że
free cooperation, ale bez free. New cooperation był i tak to jechało, nie?
I to New Cooperation zawędrowało w ramach współpracy
na Ukrainie, nie?
To zaproponowaliśmy, bo Łuck jest miastem partnerskim Zamościa. Więc tam z
tymi aktorami znaliśmy się, którzy przyjeżdżali na lato teatralne i było
wszystko fajnie, tylko że myśmy zrobili im festiwal, a oni
przyjechali i jeszcze raz chcieli ten festiwal w tym systemie. Nie no, ale
odbył się taki festiwal tam. Mało tego, on już do tej chwili trwa.
Myśmy tą nazwę zepchnęli do łódzka, nie? I oni to prowadzą.
No to wiesz, mnóstwo filmów mam. Jest bardzo dużo
materiałów takich telewizyjnych specjalnie zrobionych. Ja ci muszę
przynieść te płyty. Takie mam nawet z paru festiwali. Tam jest bardzo dużo
rzeczy. Tam są gaduły, wiesz? To jeszcze lepsza pamięć była.
Za dużo tego wiecie, jak zajrzałem do komputerka swojego
kiedy to przeczytać przejrzeć?
Kiedy to przejrzeć? kiedy obejrzeć? No.
A jeszcze trzeba odnaleźć, wiesz, po przeprowadzkach.
Najpierw ze starego kosza, nie było gdzie, to wylądowało wszystko
tutaj w takim moim mieszkanku malutkim.
Tu był skład płyt, wszystkiego i łóżko do spania jeszcze.
A potem kolejna wyprowadzka to już masakra. To wszystko pojechało.
Mnóstwo tego było i jest. Na szczęście jest. Kroniki tylko zostały. Tam się
boję, że może już zgniły, bo tam jest straszna wilgoć w tej chwili.
No że byłem pierwszy raz tak wiesz, że Marek jest i tam jeszcze goście i ajent
i zimno i nerwowa atmosfera była, wiesz. Tak się kurde co tu się dzieje?
To tam jest jeszcze bardzo dużo jest tego materiału.
No to przydałoby się zabrać jakieś bezpieczniejsze miejsce.
Jest tam postanowienie, co tam wiesz wszystko to przekierować do
archiwum normalnie zamojskiego, bo tam nie zginie.
A tak patrząc z perspektywy lat, czy były jakieś kluczowe momenty lub
kluczowy moment, który przesądził o tym, że klub stał się rozpoznawalny na w
całej Polsce? Kluczowym momentem był jaz na kresach.
To jest pierwsze. Drugi to jest są spotkania wokalistów jazzowych, free
cooperation czy tam to New cooperation. No i mnóstwo koncertów.
Zawsze gwiazdy też młode zespoły przyjeżdżały, które studenci, którzy
tworzyli nowy zespół gdzieś w z Katowic, nie? A oprócz tego mieliśmy swoje
zespoły. Mieliśmy diamentowy zespół,
który nawet grał na tarce z wyróżnieniem,
który prowadził nawet mój brat Krzysiek. A tam był
laureaci, grupa tu się nazywało. Oni byli ja rockowa tak to muzyka, czyli
Krzysiek Nowak, śmigło, Śliwka
i Wojtas Trio. O to taka fajna opowieść. Jest konkurs w Krakowie
Jazz Juniors. My mamy łączność telefoniczną.
Ptak tam siedzi w jury jeszcze między innymi, kiedy nigdy tam nie był w tym
festiwalu jurorem, ale jakoś się złożyło, żeby zmiękczyć atmosferę, żeby
miał koncert. Tylko zaprosili do Żyl. No i dzwoni do mnie, do nas jeszcze nie
było komórek. Ptasz i mówił, że się kurczę chłopaki wygrali festiwal. Ja
mówię to się cieszę, nie? Tu akurat czekaliśmy na sygnał i tak się
cieszyliśmy parę godzin jeszcze wracając do domu.
Idziemy na pierwszy postój taksówek z kolegą patrzymy, a z taksówki wysiadają
nasi laureaci. Co wy tu robicie? No i przegraliśmy źle
zagraliśmy, wyjechali wstyd robić. Oni wygrali, rozumiesz?
Wiesz, gwiazda ich nie ma. To skąd oni mieli te informacje, że im
źle poszło? No sami tak zadecydowali o sobie,
rozumiesz? I wyszli z koszul Krzysiek, Krzysie, Nowak, Wojtas. i
śliwka. No wspaniałe nagrania. Zresztą Krzysiek wszyscy grają.
Krzysiek jest świetnym pedagogiem, świetnym muzykiem, lotniarzem. On różne
zakręty ma, ale w porządku. Były też kapele bluesowe. Weszłyśmy tu
Blues jest cały czas koło tego jazzu i te mitingi blusowe to tak się a meeting
plusowy to miało być festiwal, nie? I w sumie był takim małym, może nie
festiwalem, ale imprezą dwu trzydniową nawet. Nie, to dziś trwa.
Nie tylko ci blusmeni na razie zostali, chociaż zostali jeszcze są bracia
słupscy i paru młodych ludzi, których ja nie znam, tylko ich słyszałem jak oni
grają na przykład na dziedzińcu w tym w akademii chłopców. Nie pamiętam
nazwisk młodzieży. aż ściska wie za gardło, że kurde kiedyś
to myśmy to piłowali, a to już są gotowi ludzie przygotowani,
bo ten zaczął być no być, że jest no się gra tą muzykę. No bo jeszcze była
taka historia na przykład powstał klub, a byliśmy sąsiadami
szkoły muzycznej, więc frekwencja
w klubie to była głównie uczniowie, ci starsi i młodsi.
Uciekali na wagary czasami do kosza. Robili próby potajemne. Niektórzy można
też książkę napisać o tym, rozumiesz? I taki był prawie
zakaz chodzenia do kosza dla nich. Więc oni chodzili z drugiej strony się
wkręcić. Nie dzisiaj już poważni goście.
No jest tego tak dużo, że musiałby mieć taką listę i wiesz
i odhaczać. Odhaczać. A to strasznie długo.
A co było najtrudniejsze w tej całej historii prowadzenia klubu?
Jak zawsze kasa chciałoby się zaprosić na przykład, tak
jak mówiłem gwiazdę nas nie było stać. Na przykład
ten Georgi F w pierwszym f w tym festiwalu z wokalistami
to było coś takiego. Mieliśmy tak wszyscy chcieli to
zobaczyć, że nawet telewizja polska sfinansowała to, żeby zrobić program
jakiś, bo nic się nie działo. Warszawa była zbojkotowała wszystko, duże miasto,
nie mieli, gdzie grać muzycy. Zaczynali z głodu umierać już.
A więc to praktycznie sfinansowała dwójka TVP2
wydarzenie w Zamościu kamer telewizja i tam są też takie są takie w archiwach
są takie filmy to z emisji telewizyjnych nie pomyślałem, żeby ci przywieźć takie
płytki, które myśmy robili o tych festiwalach z Ukrainą spotkania
wokalistów Coś tam jeszcze, coś tam jeszcze.
No też fajne rzeczy. Ta właśnie piwnica pod rektorską to była
rozwiązanie tymczasowe. No tymczasowa to malutkie, jak
pamiętasz. Może byłeś tam kiedyś. Teraz to zostałem. No aż przykro nam się nie
mogę chodzić koło tego. To był tak przytulny fajny lokal. Tam się odbywały
koncerty się mieściło 30 osób. Wprawdzie taka na baczność, ale tam już ta bluesowa
muzyczka. No i dzik czasami tam leciał. Dobrze,
ale nie wytrzymaliśmy czasy. Ta rozróba cała z pandemią, potem to, co
do dzisiaj mamy. A co było trudniejsze właśnie?
Prowadzenie tej piwnicy czy prowadzenie klubu?
Wiesz co, jak ktoś jest wariatem, ty wszystko może zrobić, nie? Już zatyrasz
się, a potem nagle siadasz. O kurde, przesadziłem chyba. Nie,
nie, nie było źle. Zaczynało się kiepsko po prostu. Ta nie
chcę powtarzać się to niektórzy będzie te ostatnie 10 lat, a to nasze pięć
jakby już prawie za chwilę będzie pięć jak przystaliśmy. No nie, no jeszcze to
to były złe czasy. Byliśmy trochę dyskryminowani jako
ludzie, którzy się zajmują tym, czyli zawsze pod górkę.
No i kultura rozumiesz? Gdzie się oglądałem,
bo wgląda tych wszystkich wiesz wyników konkursów tych ministerialnych, nie?
Jak zawsze było mnóstwo kultury do wszystkich tam było wszyscy to nagle się
To tak się wszystkie kościoły zawaliły w
Polsce rozumiesz jakieś tak było tam coś z religią to już proszę bardzo
[Muzyka] chyba, że ktoś się podlizywał wiesz to
dobra układa my nie dostaliśmy teraz niedawno, dopiero w ubiegłym
tam pękali to widocznie tak rzucili troszeczkę.
Czyli w sumie nie czuliście zbytniej różnicy między tym co było na początku w
latach 80 a tym co teraz. To też jest ciężej, bo to ta stara ekipa
to już można być stara, bo chłopy po 50 parę lat, nie? Nawet 60.
To rozumiesz to? To on już jechał resztką sił. Bez przesady, że tylko nie ma tej
takiej emocji na pięć. Robimy, robimy, robimy.
A to sobie to przyjdzie. Ale jest, ja to obserwuję ciągle
Facebooka. Akurat ja już nie mam Facebooka, bo mnie męczył, ale moja żona
ma i ja sobie to obserwuję tego, co gra, kto gra, jak. No całkiem nieźle jest.
Okej, czyli nie umarło. Nie, nie, nie, nie, nie. Ja to się,
wiesz, to już to będzie zawsze tutaj, prawda?
Zawsze o tym szczycie chwalił. Już nie mówię o nas, ale władze wiesz, był
ten taki pyk, nie? Jest co i lato teatralne jest jeszcze orkiestra
symfoniczna, kapela i parę innych rzeczy. zespoły pieśni i
tańca, wiesz, to wszystko to żyje. Tak samo powstała.
Jak ja ten mój brat
grał na bando, jeszcze jako student, grał na gitarze, był na złotej tarce z
kapelą taką lubelską. A jak powstał kosz tutaj zaczął się
robić Krzysiu zrobił miś tutaj z chłopakami proszę bardzo i zrobili
saksofonista to wyróżnienie też bardzo
duże było nie na taki pierwszą jazdę no i miało być jeszcze lepiej ale niektórzy
artyści tam trochę przesadzili nie przychodzili na próby tam coś
Krzysio się zdenerwował mówi wiesz co, Ja tam
przestaję jazzować i co mi robią? Gram muzykę dawną
jak powstał muzyki dawnej też. No i on tylko w tym żył. Oczywiście
bywał w koszu, słuchał, ale z graniem nie.
Donico jest najlepszą kapelą w Polsce i w Europie w tych już nie żyje, ale to
jego córka na przykład kontynuuje.
To wszystko od klubu się zaczęło naprawdę.
A zespół pieśni tańca, no bo jego żona, która prowadzi ten zespół do dzisiaj
była tancerką, rozumiesz? Lubelskiej tej nie pamiętam się nazywała to lubelskie
tańce ludowe. W każdym bądź razie on to prowadziła do dziś, nie? I prowadzi.
No on grał na kontrabasie na przykład to tylko w kapeli, jak była awaria, bo nie
nie przyszedł ktoś na kontrabasie. Miał taki kontrabas biały tej
bachorskiej jako dekoracja nie kontrabas jak byłem
chłopakiem chodziłem do szkoły średniej rolniczej w Zamościu to w pierwszej
klasie taki gościom przyszedł znaczył nas przesłuch nas jak
który słyszy czy drugiej i ty byś grał na
kontrabasie mnie by kręci niejaki kontrabas. Ale
dobra, tam graliśmy jak klub powstał to moja nasza koleżanka Wiesia pracowała tam
jakiś chór prowadziła w tym rolniczaku mówi: “Ty wiesz co ja tam widziałem?
Taki kontrabas stoi, taki kontrabas popękany, połamany. Niemożliwe, tyle lat
się. No bo ja na nim miałem grać”. No to on stoi. Też się zapytaj, czy nie
przeszkadza. No nie przeszkadza. Przyjeżdżam, biorę. Był brudny był tych
niepodrapany, ale taki tego to pomalowaliśmy go
na biało jako dekoracja i taki stał był, miał struny, wszystko to grało.
Rozumiesz? Jak tu zamknęli Krzyśkowi gdzieś domu kultury kontrabas, nie ma
kontrabasu, zaczyna się Eurofolka, nie ma kontrabasu.
Tak Krzysia przybiegł do kosz do lektorskiej. Ściągnęliśmy ten kontrabas
ten biały na kręci. Także on jeszcze zagrał ten kontrabas po 50 latach, a
teraz się już rozleciał. Wracamy do kosza.
Co tam jeszcze? W 2019 roku przyszła decyzja o
rezygnacji z bycia prezesem. Tak, tak, bo jeszcze miałem siły. Zgadza się.
Myślę już, wiesz, od daty mi się wycofałem, odciąłem zupełnie. Nie, nie
tak do końca, ale odciąłem. Także jak otworzyłem jeszcze jeden dysk drugi,
który ja pierdzielę. A trzeba dwa tygodnie siedzieć nad tym.
Ale ta decyzja właśnie o oddaniu władzy to była łatwa czy nie? Nie, już byłem
zmęczony. Już ja byłem zmęczony. A teraz się cieszę jak ci co trochę
narzekali zawsze, dlaczego ty bilety chcesz nam tutaj każesz skupować? Bo nie
było pieniędzy ludziom. No i oni sami teraz to robią. Już wiedzą, że
No tak. Teraz sobie o co. A patrząc po tych wszystkich latach
pracy, co uważa pan za takie największe osiągnięcie?
Wiem, to w ogóle cały ten numer z tym hasłem i
z tym koszem, początkiem i końca to jest wiesz. No wiem. No się nie zastanawiałem
jak osiągnięcie. Fajnie było. Mam tylu znajomych różnych mam do dzisiaj. No nie
spodziewałem się jako młody chłopak wtedy 30 parę lat już. Jak tak działałem
to mocniej. Nie będę miał okazję rękę podać komuś czy się z kimś zapoznać albo
zaprzyjaźnić. Bier już nie żyje nawet. Wszyscy tu byli. Wszyscy w cieniu Baniaka.
No była jego żona, eks, no ale jego żona na koncercie. Byliśmy jeszcze taką
przesiadkę, że jeszcze przez lata byliśmy
w Amfiteatrze, bo jak
skończył się stan wojenny, wszystkie organizacje partyjne szły w
kieraty, kiedy czy poddawały, skończyło się ZSLP, reszta,
no to się inaczej zaczął dziać, inne rozmowy
i w pewnym momencie jeszcze To był ostatni dzień. Tak czy to przypomnę sobie
jak się nazywał szef to będzie przyszedł taki gościo z tego
urzędu, co był nad nami i mówi zarząd stowarzyszenia abyśmy zostali
stowarzyszeniem to coś ci opowiem o tym.
Nie ma prawa wstępu do klubu. Myśmy wyszli z tego klubu. Akurat
byliśmy wszyscy. Poszliśmy do innego klubu opić to. Tak. Patrz co wariaci
robią, nie? Potem z tego klubu przyszliśmy do amfiteatru, bo klub
interwencji nie wytrzymał z nami. To była inna energia zupełnie nasza, wiesz,
z myśmy przyszli tam, wiesz, no po co tam przychodziły,
to oni się martwili, że oni zostaną, wiesz, wygryziemy ich. Nam twój to nie
chodziło bez takie malutkie to było. No i tam był ten fila przez dwa lata.
A późniejszy wróciliśmy do zrujnowanego kosza. Był zrujnowany.
Fortepian sprzedany drugi spalony. Pianino sprzedane. Fortepian spalony. Taki stary
jak mebel. No i od nowa wszystko
i potrwało, trwało. No ale zaczynało się robić ciasno.
Jednak starówka jeszcze jak nie byłem, nie myślałem o gastronomii sam,
rozumiesz? To namawiałem cały czas członków,
zróbmy to na lato chociaż on rudak brzowy,
nie? Wystarczy nam tutaj, wiesz, ajent był to
sobie załatwiłem. No załatwiłem dostaliśmy tą piwniczkę już malutko.
Wszyscy śmieli, co wy tam zrobicie. To chodzi o ogródek.
No i potem już no za nami przyszli przyszli, no za nami przyszli wiesz nasi
członkowie i reszta i tak to tak tam gaz.
W końcu musiałem posprzątać, pozdejmować różne akcesoria.
To dziś się poniewierają, nie wiadomo co z nimi zrobić,
ale jest fajnie. Okej, to już powoli zbliżając się do
końca. Dlaczego Zamość nie jakieś inne miejsce, nie wiem, Warszawa, Kraków?
No bo my jesteśmy z Zamościa, ale nie kusiło tak, żeby wyjść.
Myśmy, wiesz, my kiedyś to była wyprawa jechać do Warszawy czy do Lublina
jeszcze w okresie tylko stanu wojennego i tej całej rozpierduchy takiej,
rozumiesz? To jak to można było, to też był taki, rozumiesz,
przekonywał na smarach. Po co mam jeździć? Przecież oni mogą przyjechać do
nas. Tylko trzeba było załatwić
miejsce i instrument coś.
Wiesz, prawdopodobnie na hasło Zamość to wszyscy ci co to powiązanie wiesz
przyjść tam i że jazz klub piękna starówka jazz club to wiesz tam
byłem tam śpiewałem bo jeszcze gdzieś znalazłem, że właśnie
Jan Ptaszyn Wróblewski powiedział, że gdyby nie było Grzesia mnie też by nie
było. Ptaszyn był takim gadułą. On do dziś cały
czas opowiada. Nie wiem czy wiesz. Jest tak na Facebooku
jest taki tytuł Ptaszyn, nie? Tam jego syn i przyjaciele ciągle
umieszczają. On ciągle pisał, wiesz, notował to wszystko, nagrywał, nie?
rzeczy, których nikt nie słyszał i po wypowiedzi i to w tej chwili czytasz,
nie? Się z nim przyjaźń z całą rodziną. Mówię Jacek
dużo masz tego materiału przeżyje mnie. No tak, ten cały czas pisał tak pamięć
niesamowitą. No też to nakręcał wiesz t naszą
działalność, tak pomagał nam przez to, ale to nie to, żeby nam pomóc, bo to
wcale nie było aż źle, ale informował całą Polskę i tych wszystkich, którzy
słuchali trzech kwadransów jazzu, to on zawsze przedstawiał ten festiwal
wykonawców, że a tam tu będziecie mogli usłyszeć, wiesz, czyli to reklama była
dla nas bardzo duża informacja. Tak. No i tak samo Jazz Forum.
Jazz
jaz forum polskie jazz forum znaczy międzynarodowe to też padło cholera
teraz ja się nie martwię Zamościem bardzo, ucieszyłem jak zobaczyłem
tych młodych ludzi, których nie znam absolutnie, bo mnie nie było przez lata
nie zaglądałem tam nawet nie miałem co innego do roboty
słuchałem tych. Rozumiesz? Poważni goście już,
20 lat chłopak to już jest kościół, wiesz, już coś tam myśli, nie? Że to
wszystko pięknie gra. Naprawdę to działo się za naszych czasów to myśmy byli
kalekami trochę przecież nie byliśmy ograni. Oni tego jednak słuchali.
Słuchają. Super.
Taki najfajniejszy zespół, taki już taki poważny, nie? To wszystkie były fajne,
ale to był Cookie Jazz Trio. Mówiłem o tym czy nie? Ja mówię Cookie Jazz Trio,
czyli Krzysiek Dradziu, Gerard Lemik i Sebastian Słupski
mieli żebym nie skłamał może po
16 lat.
Krzysiek Gradziuk przychodził z ojcem i Słupski z Gerardem przychodziliże
na koncert. jakieś przyprowadzał, a potem
okazało się, że Krzysiek grał na perkusji leig saksofonia Słupski na
kontrabasie. To był trio, nie?
I oni w tym trio mieli taką markę na kraj na żadnych
konkursach jakiś poważyn, nie po prostu jeździli, rozumiesz? Tak wymiatali,
ale się rozlecieli. Się zaczęły studia Krzysiek się Krzysiek
był w Katowicach, ten by w Łodzi, a Gerard gdzieś fruwał we Wrocławiu czy
gdzieś. Niesamowitym zespołem
też kupie nagrań. Jest dużo tych nagle, wiesz, które można pokazywać,
bo taki i tak przychodzili i grali jeden utwór,
tłukli go, ale jeden myśmy już nerw ruszał,
śmieliśmy się kurde może byście wymienili jeszcze tydzień jeden
kto chce by, a potem Już zapali ten taki szfunk, jak to się mówi,
niesamowicie.
Dzisiaj wszyscy profesorowie już
z Zamościa, rozumiesz? Zamościa.
Okej, to już na sam koniec takie łatwe, mam nadzieję, pytanie, że gdyby mógł pan
przekazać jakąś jedną radę młodej osobie Zamościa, która ma podobną wizję, co to
by było? Czy jeszcze raz
jakąś radę przekazać młodej osobie z Zamościa, która by chciała coś takiego
zrobić? Trzeba choć. Trzeba chcieć. Jak chcesz to
masz, to zrobisz. No samo się nie zrobi. Myśmy ten klub naprawdę zrobili.
zbieranina. Tu ktoś coś dał. Tu jakieś krzesła. Potem jakieś kupiliśmy już w
końcach to ruszyło, nie? Stale te instrumenty.
No tam trochę przygotowana była ta sala po tym ZSMP. Tam jakaś taka była nie
wiem na co, na jakieś zabrania czy coś. Taki był barek nawet był krzesła borowe,
wiesz wszystko wyglądało, ale wydarliśmy trochę.
Nie rozmawialiśmy o tym, że mam nie wiesz właściciel odpowiadał, ale
czuliśmy to się i tak rozleci wszystko. Nie mogliśmy się doczekać.
Wszyscy byliśmy zlewicowani, niektórzy mniej, niektórzy więcej.
Ale to wiadomo, że to i tak jest, żeby się z koniem nie kocha kopać. O
tak. tylko spokojnie robić swoje. Wszyscy zostali jazzmanami od razu.
Fanami. Jazz fanami ci jacyś inni. Tak naprawdę zainteresowanych
ludzi na tych koncertach czy tam na dyskoteka to nie chcę mówić, ale na
koncertach to tak na 100 osób 30 wiedziało o co
chodzi, a resztę
nie odzywali się. Byli brawo wtedy chyba później wiesz tylko żebyś
a potem byli pierwsi nie zaczęli słuchać już płyty znosić ale płytę kupiłem
no okej to w takim razie ja dziękuję za
rozmowę jestem chuligan pacjentów
to dziękuję ja dziękuję no szkoda mi twojego
projektu, bo wiesz mi w sensie no nie jak ja bym miał miałbym sumienia się okazało
Że zabrakło ci jakiegoś czubka do nagrywania
