Transkrypcja

Tadeusz Wicherek – Młody dyrygent? To ten do 50-tki!

0:00:01.439

Ślady, podcast o ludziach, których warto poznać.

0:00:04.200

Dzień dobry wszystkim. Ja nazywam się Kacper Ksykiewicz i witam w kolejnym odcinku. Dzisiaj znajdujemy się w siedzibie orkiestry symfonicznej imienia Karola Namysłowskiego w Zamościu, a naszym gościem jest pan Tadeusz Wicherek.

0:00:20.119

Dzień dobry. Witam wszystkich.

0:00:23.800

Ten odcinek również powstaje w ramach stypendium artystycznego prezydenta miasta Zamość i ja mam takie coś na temat swoich gości na początku. na początek i tak pan Tadeusz Wicherek, dyrygent, który po 18 latach pracy w Teatrze Wielkim w Warszawie zdecydował się przenieść do Zamościa, tu stworzył coś wyjątkowego, orkiestrę, która nagrywa z między międzynarodowymi artystami i realizuje projekty, o których większe miasta mogą tylko marzyć.

0:00:57.520

No to się w zasadzie się zgadza, bo ja zaczynałem swoją pracę dyrygencką właśnie w Teatrze Wielkim w Warszawie. Później przeniosłem się do Warszawskiej Opery Kameralnej i tam byłem no właśnie prawie 20 lat. Wcześniej 5 lat y w Teatrze Wielkim.

0:01:24.159

A później w zasadzie równolegle byłem jeszcze w dwóch instytucjach y dyrektorem, bo byłem w Jelenie Filharmonii w Jeleniej Górze i później w Filharmonii kaliskiej w Kaliszu dyrektorem. A potem już przyjechałem tutaj i już tak zostało. Teraz 18 rok już się kończy, jeszcze kawałeczek przede mną.

0:01:51.320

Okej. Bo właśnie pan nie jest z Zamościa, pan pochodzi z Gliwic.

0:01:56.719

Tak, ja pochodzę z Gliwic, aczkolwiek moja rodzina pochodzi z dwóch stron świata, można by tak powiedzieć, bo moja mama urodziła się we Lwowie, była rodowitą lwowianką. No i w ramach deportacji została przeniesiona do na Dolny Śląsk, później na Górny. Tam poznała mojego ojca, który urodził się w Żorach. Później mieszkał w Gliwicach. No i tam ja już przyszedłem na świat.

0:02:31.000

A czy pańska rodzina jest właśnie muzykalna, czy tylko

0:02:35.720

Jak najbardziej tak, bo moja babcia, czyli ze strony ojca, była organistką w kościele, grała na różnych instrumentach i jako małe dziecko chodziłem sobie z nią właśnie do kościoła na chór i czasami dawała mi po prostu pograć na organach. To też było dla mnie wielkie przeżycie. W jednym małym kościółku takim była fisharmonia i trzeba było deptać. Nie dosięgałem niestety stopami do tych pedałów, ale tak y siedząc na brzegu krzesła to już mi się to udawało. Także babcia jak najbardziej.

0:03:34.519

Jej mąż, dziadek mój sylwester Wicherek grał na mandolinie, na akordeonie, a dwóch synów, których to małżeństwo miało, poszło w kierunku muzycznym. Henryk Wicherek, mój ojciec, Był dyrygentem, chórmistrzem, nauczycielem gry na skrzypcach. Pracował praktycznie całe życie w operce śląskiej w Gliwicach,

0:04:10.920

a jego starszy brat Antoni Wicherek poszedł na dyrygentur. Skończył również prawo, dyrygenturę. Zaczynał we Wrocławiu, w Krakowie swoją przygodę z operą, przede wszystkim z operą, po czym był asystentem y w Teatrze Wielkim w Warszawie.

0:04:39.360

Tutaj w pewnym momencie awansując ze stanowiska na stanowisko został dyrektorem artystycznym teatru wielkiego w Warszawie. Potem był, wyjechał do Oberhausen w Niemczech i tam był General Music Director czyli taki odpowiedzialny za wszystkie sprawy muzyczne w tymże teatrze jako dyrygent i jako menadżer.

0:05:15.039

A po powrocie był dyrektorem Teatru Wielkiego w Łodzi. a potem jeszcze prezesem spamu. No i a potem obydwaj bracia przenieśli się wyżej.

0:05:31.520

Rozumiem. Czyli wychodzi na to, że nic innego pan nie mógł robić niż również iść w tym kierunku.

0:05:35.960

No tak. to nasiąknąłem w domu rodzinnym, bo słuchałem i nagrań mojego stryja w radio, bo wiele utworów nagrywał też z radiówką krakowską wtedy. A na próby do operki śląskiej to ja po prostu chodziłem od tak zaraz świeżo po przedszkolu i cały czas miałem kontakt z artystami operetki śląskiej, która była jednym z czołowych teatrów muzycznych w ogóle w Polsce w tym gatunku. Tam naprawdę rewelacyjni wokaliści śpiewali i grali.

0:06:24.759

Do dzisiaj pamiętam różne kreacje. Po prostu pamiętam te spektakle, bo oglądałem je wielokrotnie, bardzo często siedząc w loży dyrektorskiej za filarem i widziałem wszystko. Chodziłem też po zapleczu jako taki, jak to się mówi, luźno puszczony bajtel na Śląsku. I oczywiście tam w całej operce to każdy był wujek i ciocia. To takie śmieszne rzeczy. Ale to faktycznie tak było.

0:07:03.440

No i naturalną rzeczą było dla mnie też, że poszedłem do szkoły muzycznej. W Gliwicach była szkoła muzyczna popołudniowa. tam stawiałem pierwsze kroki właśnie na początku w przedszkolu muzycznym jeszcze na Skrzypcach, a potem już od pierwszej klasy szkoły podstawowej na fortepianie. No a co potem się przeniosłem już do liceum muzycznego w Katowicach.

0:07:39.479

To było po ósmej klasie. Ciekawostką jest to, że liceum muzyczne w Katowicach miało podział klasowy sześć podstawówki i sześć licealnych, a normalna szkoła miała osiem i cztery, razem wszędzie 12. Tylko później ci wszyscy, którzy dochodzili po ośmioklasowych szkołach, wchodzili od razu do trzeciej licealnej, a kończyli na szóstej. Tak to wyglądało.

0:08:12.639

Ciekawe, ciekawe, zupełnie inaczej.

0:08:15.360

No i ciekawostką jest to, że w szkole muzycznej jeszcze w Gliwicach przyjaźniłem się z rodziną Staszka Sojki i z samym Staszkiem Sojką. E, no i Staszek po siódmej klasie bodajże poszedł do liceum muzycznego w Katowicach. I ja też jakby pod jego wpływem, no bo to był mój przyjaciel, y też poszedłem do liceum muzycznego w Katowicach. Staszek było jeden rok wyżej. No i teraz co się stało, to już wszyscy wiemy, że tak się skończyło dziwnie, ale kontakt mieliśmy ze sobą do praktycznie do końca.

0:09:05.760

Wielokrotnie zapraszałem Starzak też i tu do Zamościa wcześniej do Kalisza w Jelenie Górze no współpracowaliśmy. Tak to bywa, że to zawsze wydaje się, że ta współpraca była taka częsta. Później się okazuje, że jednak za rzadko.

0:09:28.079

Tak, zwłaszcza z perspektywy czasu, jak na to wszystko się na to wszystko można spojrzeć. A dlaczego został pan dyrygentem? Był jakiś taki, nie wiem, coś konkretnego się zadziało, że postanowił pan zostać dyrygentem, a nie, nie wiem, grać po prostu na jakimś instrumencie.

0:09:50.560

To znaczy tak, jak byłem na swoim pierwszym koncercie symfonicznym w Filharmonii śląskiej, dyrygował, pamiętam, Karol Stryja, wieloletni dyrektor Filharmonii Śląskiej, zresztą chyba założyciel filharmonii śląskiej jako takiej. No zrobiło to na mnie ogromne wrażenie i od tego momentu w zasadzie już wiedziałem, że ja chcę pójść w tym kierunku. Więc wiedząc, że na studia dyrygentury muszę iść po skończeniu jakiegoś instrumentu, po nauce na jakimś instrumencie,

0:10:35.839

zdawałem jako jeden z nielicznych po bezpośrednio po liceum muzycznym, bo w większości przyjmowano dyrygentów na wydział dyrygentury. muzyków po albo w trakcie, albo po już magisterium, kiedy skończyli już grać na jakimś instrumencie i uzyskali tytuł magistra sztuki na danym instrumencie albo byli w trakcie studiów tych instrumentalnych i rozszerzali sobie tok studiów o dyrygenturę.

0:11:19.279

No u mnie było w ten sposób, że ja tak jak powiedziałem byłem zdecydowany od początku, że chcę pójść właśnie w tym kierunku. Kończyłem fortepian, ale to to tak żartem mówię, że graliśmy z w duecie z koleżanką, duet znakomity. Dostawaliśmy pierwsze nagrody na konkursach. Koleżanka poszła na medycynę, ja poszedłem na dyrygenturę, a pani profesor ręce załamała, dlaczego ja nie mam takich absolwentów? A, a ja mówię: “Pani profesor, bo to tylko tak na tej klawiaturze białe, czarne, białe, czarne, białe, czarne, nic pośrodku”. E, no więc y no fascynowało mnie to po prostu i y byłem zdeterminowany, wiedziałem co robię i po co robię.

0:12:10.519

No i dlatego poszedłem, zdawałem, nie wiedziałem czy zdam, czy nie zdam. blisko domu, czyli blisko Gliwic, czyli w Katowicach, nie było wtedy dyrygentury. Była albo w Krakowie, albo w Warszawie wtedy. No i wybrałem Warszawę i chyba dobrze. Chyba dobrze, bo trafiłem na rewelacyjnego pedagoga, profesora Bogusława Madeja, który nauczył mnie wielu, wielu rzeczy, a przede wszystkim techniki dyrygowania. Więc nawet jeszcze teraz, jeżeli coś słyszę, że coś mi nie wychodzi w orkiestrze, coś jest nie razem, czy coś coś po prostu nie wychodzi, to w pierwszym momencie zawsze analizuję, co ja robię źle.

0:13:06.000

Od strony warsztatowej, bo może to jest to ja przeszkadzam muzyką, a powinienem im pomóc i zmieniam wtedy. Przypominam sobie to gdzieś tam w człowieku siedzi te wszystkie uwagi profesora. No bo tego żeśmy się nauczyli, prawda? Od razu wiem, jak zareagować, jak pokazać, co pokazać. [Image of conductor hand gestures] No i faktycznie jest lepiej.

0:13:32.800

Okej, bo rozumiem, że instrumentalny, którzy grają, to też muszą mniej więcej wiedzieć na czym polega pana praca, żeby wiedzieć m kiedy zagrać.

0:13:44.199

Przede wszystkim wiedzą na czym polega ich praca, bo to jest ich zawód, ich instrument i robią to znakomicie i każdy chce zagrać jak najlepiej. Każdy chce zagrać jak najlepiej. Moim zadaniem jest zebrać to wszystko, jak to się mówi, do kupy. i żeby to zabrzmiało No właśnie. I tu się zaczyna ta pewna magia tak jak ja chcę, bo tak jak powiedziałem, każdy uważa i gra jak najlepiej jak umie i w danym momencie uważa. Tak, według zapisu nutowego, według intuicji muzycznej, według tego, co słyszy wokoło. Ale jeżeli ja chcę poprosić o to, żeby na przykład dane nuty skrócić, zagrać inną frazą muzyczną, to porozumiewamy się na bieżąco i spajamy ten cały materiał muzyczny całej partytury i wtedy wychodzi właśnie taka wspólna interpretacja orkiestry dyrygenta i to co słyszy publiczność to już jest ten efekt końcowy.

0:15:00.519

Okej. A czy ma pan dalej styczność y z nauczaniem dyrygentów w obecnym okresie?

0:15:07.639

Powiem tak, nauczeniem dyrygentów nie miałem styczności poza moimi asystentami, których miałem kilku I no z natury rzeczy po prostu, jeżeli zauważyłem, że któryś robi jakiś błąd, no to starałem się mu pomóc i powiedzieć: “Słuchaj, wiesz co? Zrób to tak. Podobnie jak mnie profesor też uczył. Zrób to tak, będziesz miał lepszy efekt po prostu. Nie tak, a tak.

0:15:44.120

A muzycznie no to tak samo rozmawiamy wśród kolegów. Nawet tutaj jak przyjeżdżają czasami młodzi dyrygenci to ja jestem na sali i obserwuję próby i tak w luźnej rozmowie, bo przecież to są już dyrygenci po studiach, prawda? Ale mówię, wiesz co, nie obraź się, ale jakbyś zwrócił uwagę na to, na to, na to, to chyba by było ciekawiej albo może spójniej, lepiej. No i koledzy przejmują to, no bo to już z racji mojego pewnego wieku nie budzi to jakiś takich hamulców.

0:16:44.959

Tak, ma już pan trochę doświadczenia w tym, więc no tak się mówi, że młody dyrygent to jest do 50, a potem jest dopiero doświadczony.

0:16:54.399

I to jest racja. To jest racja, bo powiem szczerze, że właśnie po 50 się coś innego otwiera. Człowiek inaczej zaczyna podchodzić do materiału dźwiękowego, do pracy z orkiestrą, do pracy z ludźmi. [Muzyka] Niby anegdota, ale taka prawdziwa.

0:17:16.760

A czy uważa pan, że ten w momencie, kiedy pan się uczył jak to robić, był na studiach, a teraz to jakoś się zmieniło?

0:17:29.320

No tak, bo tak jak powiedziałem, człowiek się uczy przez całe życie. w większości koncertów ja nie chciałem powtarzać tego samego repertuaru, tylko zawsze przygotowywałem nowe utwory i tak się dzieje do dzisiaj. No najlepszy dowód. Teraz mieliśmy koncert z utworami y takimi jubileuszowymi Karola Namysłowskiego, a wyszukałem w starych programach, starych plakatach utwory, która, które ta orkiestra grała no w 1800 którymś czy na początku 1900 któregoś tam roku I i ten skład orkiestry jeszcze nie grał tych utworów. Ja też ich nie dyrygowałem, tylko okazało się, że są w bibliotece naszej nutowej. W związku z czym mogliśmy je wyjąć na pulpity i zagrać po wielu, wielu latach.

0:18:41.080

Okazało się, że to po pierwsze są znakomite utwory i warte grania. A poza tym trzeba się było do nich, jak to się mówi, przyzwyczaić, pokazać na nowo, no i nauczyć się. W związku z czym ta nauka cały czas, cały czas jest.

0:18:58.799

A na nowo to rozumiem, że zostało trochę zmodyfikowane przez pana, czy nie? Nie gramy oczywiście w oryginale, tylko może źle powiedziałem na nowo. No to na tej zasadzie, że kiedyś były grane, a teraz znowu zagraliśmy ten sam materiał dźwiękowy. Tylko wiadomo, że wtedy był inny charakter grania przez orkiestrę bądź co bądź złożoną z włościan. I to byli prawdziwi włościanie, czyli właściciele ziemscy, chłopi.

0:19:38.919

A teraz mamy tutaj wszystkich ludzi praktycznie po studiach, nie tylko w Polsce, ale i za granicą, którzy pracują z nami w orkiestrze. I i ten poziom artystyczny wykonań jest no chyba jednak wyższy zdecydowanie, chociażby z tego względu.

0:20:07.400

Okej. A jak to się stało, że przygotował pan i wykonał operę kameralną jako pierwszy na świecie i wziął do tego dzieła Mozarta?

0:20:20.440

To znaczy to ta informacja nie jest właściwa. Otóż warszawska opera kameralna prowadzona przez dyrektora Stefana Sutkowskiego I wtedy dyrektor Sutkowski zatrudnił Ryszarda Peryta, znakomitego reżysera, z projektem i wspólnie stworzyli projekt wykonania wszystkich dzieł scenicznych Mozarta na rocznicę roku Mozarta. w 1991 roku

0:20:56.159

i to był ewenement na skalę światową wtedy, że ten jeden jedyny mały teatr, opera kameralna, warszawska opera kameralna wprowadziła do swojego repertuaru wszystkie dzieła sceniczne Mozarta, łącznie z tymi, których nie skończył. na przykład Los Pozo de Luzo czy Loka del Cairo. Zresztą znakomite opery, które zostały uzupełnione przez znakomitego do naszego aranżera zaprzyjaźnionego pana Dobrzańskiego, Jerzego.

0:21:47.039

No i skąd ta może pomyłka? Otóż miałem przyjemność inaugurować pierwszy festiwal Mozartowski w Warszawie premierą i domeno Mozarta. I stąd ten pierwszy spektakl był takim właśnie pierwszym, od którego się do dzisiaj odbywają festiwale mozartowskie w Warszawie, ale faktycznie myśmy byli pierwszą operą w ogóle na świecie, bo nawet Mozarteum w Salzburgu tego nie miało, nie zrealizowała takiej produkcji. Teraz już wiele teatrów tak zrobiło, ale myśmy byli pierwsi. To jest, no dla mnie to jest wielka satysfakcja.

0:22:39.080

Okej. A dużo pani miał takich pierwszych razów?

0:22:44.760

Tak, muszę powiedzieć, że tak, dlatego że Już poza warszawską operą kameralną, jak już powstała polska opera królewska, to ja byłem tym dyrygentem, który po raz pierwszy poprowadził ten nowy zespół i wykonaliśmy wspólnie rekwiem Mozarta w katedrze świętego Jana w Warszawie. Wielki koncert połączony wtedy ze mszą 2 listopada. Do dzisiaj się ta tradycja ciągnie. No ale ja byłem ten pierwszy, który pierwszy koncert jaki wykonała Polska Opera Królewska poprowadził. To byłem ja. No co takich pierwszych razów

0:23:44.559

no byłem pierwszym dyrygentem, który zadyrygował na przykład filharmonią narodową w San Jose w Kostaryce. Też ciekawa historia. Trafiłem tam zupełnie przez przypadek właśnie z muzyką polską. No i też byłem pierwszym dyrygentem, który tam zaprezentował polskie utwory.

0:24:16.320

Ale to było tak, że pan był tam na wakacjach i nie wiem, znaleźli Pana.

0:24:25.159

To tak nie działa. Na wakacje można, może każdy pojechać, ale żeby dostać w swoje ręce filharmonię narodową, to to tak nie działa. Po prostu były rozmowy przez ówczesnego tamtejszego ambasadora Kazimierza Duchowskiego, który był u mnie na spektaklu w Operze Królewskiej, był zachwycony tym, co się wydarzyło tutaj u nas w Warszawie. I tak w rozmowie, w rozmowie padła nazwa Filharmonii narodowej w Sanze.

0:25:01.120

No i w pewnym momencie padła propozycja, to ja porozmawiam, może się uda zrealizować jakiś projekt wspólny. Tak się udało. Zresztą to taka sympatyczna rozmowa była, bo zapytałem co się tam dzieje w kulturze, bo ja nie byłem świadomy. No i właśnie powiedział, że jest przepiękny teatr kolon w San José faktycznie i bardzo bardzo taki ekskluzywny, zabytkowy pałac. sala koncertowa, teatr.

0:25:48.880

No i pan ambasador jak usłyszał moje słowa, to ja bym tam chętnie też wystąpił. Mówię: “Ale pan tam nie zarobi”. A ja mówię: “Ja nie muszę zarobić. Ja chętnie pojadę po prostu, żeby zadyrygować. Może coś się uda fajnego zrobić”. No i on tak spojrzał na mnie, mówi: “A jak pan tak podchodzi do sprawy, to ja spróbuję porozmawiać”. Porozmawiał, dostałem zaproszenie, zadyrygowałem pierwszy koncert, od razu dostałem zaproszenie na drugi. Później spłynęło zaproszenie na trzeci, później miałem z nimi tournée koncertowe po Stanach i po polecieliśmy na Tajwan. Później jeszcze raz San José,

0:26:43.159

a później była propozycja, ale ja już nie skorzystałem, bo to było po tragedii dwóch wierz w Nowym Jorku. Stwierdziłem, że mamy dwójkę dzieci, ja nie muszę ryzykować. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to była dobra decyzja, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. A no skoro już się raz odmawia, to wtedy czasami jest trudno wrócić. Jasne.

0:27:27.440

A ile mniej więcej trwa takie przygotowanie od momentu, kiedy jednak dojdzie do porozumienia, żeby jednak coś stworzyć?

0:27:39.000

To znaczy co? M no jak wtedy właśnie w tym San Jose to te pierwsze przygotowania do tej pierwsze pierwszego koncertu, ja myślę, że to było jakieś pół roku, pół roku y nawet więcej, bo pan ambasador z małżonką byli na festiwalu naszym mozartowskim, a ja pojechałem tam w maju. No bo wiadomo, że to są jakieś tam plany repertuarowe każdej instytucji. Sezon jest zaplanowany z dużym wyprzedzeniem. No i to i tak uważam, że to było szybko.

0:28:23.559

Okej. I te pół roku pan tam siedział i przygotowywaliście się czy nie?

0:28:26.880

Nie. Jeżeli dyrygent jedzie na koncert jedzie, nazwijmy to, na tydzień. W ciągu tego tygodnia przygotowuję z muzykami wszystko, ale wszystko i gramy wspólnie koncert. Natomiast wszystkie działania przygotowawcze, planowanie i tak dalej trwają w oddzielnych miejscach świata. I tak samo jest w Polsce, że jeżeli ja zapraszam tutaj dyrygentów, którzy koncertują, to oni przyjeżdżają na tydzień, czasami na nie na pi dni, a na cztery dni realizują próby z orkiestrą, grają koncert i wyjeżdżają do siebie tam, gdzie mieszkają, pracują.

0:29:13.080

To, jeśli dobrze rozumiem to jest na takiej zasadzie, że orkiestra sobie ćwiczy i w tym ostatnim momencie przyjeżdża na właśnie dyrygent na tydzień i mogą wspólnie poćwiczyć. Czy to jest tak, że w tym tygodniu wszystko się odbywa?

0:29:30.440

To i to jest ważna informacja dla wszystkich słuchaczy, bo jeżeli my gramy koncert co tydzień, to znaczy, że co tydzień jest premiera w tym miejscu. Jeżeli chcecie państwo pójść do teatru na premierę, to w teatrach premiery się przeważnie odbywają co dwa, trzy miesiące. Jest to wielkie wydarzenie. A w orkiestrach symfonicznych typu orkiestra filharmonia premiera jest zawsze co tydzień i warto być, bo ona jest tylko zagrana raz.

0:30:08.799

Wtedy na ten tydzień przyjeżdża dyrygent zamówiony albo jestem nim ja. Przygotowujemy w tym tygodniu wszystko to, co się wydarzy w piątek, czy tam w sobotę czy niedzielę, a następny tydzień to już jest zupełnie inny produkt, projekt, inny dyrygent, inny repertuar. Owszem, orkiestra ta sama. Czasami się jednak też muzycy wymieniają, [Muzyka] ale dla publiczności jest to oddzielny koncert i dlatego zawsze mówię naszym gościom tutaj na sali: “Bądźcie z nami, bo to się nie powtórzy prędko. To tak działa.”

0:31:00.120

Okej, to teraz rozumiem. Już na samym początku pan wspomniał o różnych miejscach, w których pracował. Czy one jakoś za każdym razem jakoś inaczej pan w nich pracował? Nie wiem. Oczywiście z czasem z czasem ma się więcej doświadczenia, więc wie co, więc wie się co można poprawić w kolejnym miejscu.

0:31:32.799

Powiem tak, każda, każda orkiestra, każdy zespół ma swoją specyfikę. swoje zwyczaje wręcz i jak dyrygent zaczyna współpracę z danym zespołem no to w większości jednak polega na tych kolegach, którzy tutaj siedzą, bo to ich słychać. Dyrygenta nie słychać. Dyrygent tak i nic.

0:32:33.760

A to muzycy grają. I teraz chodzi o to, żeby zainspirować tych ludzi i powiedzieć: “Słuchajcie, ja bym chciał tak, ja bym chciał tak. Tutaj króciutko, tutaj dłużej, a tutaj zaśpiewajcie ładnie”. na instrumentach i to nam się wtedy udaje. Taka współpraca. Natomiast czy to się różni w innych miejscach? Z mojego punktu widzenia ja chcę być sobą wszędzie i myślę, że to mi się udaje, bo publiczność wszędzie przyjmuje mnie bardzo, bardzo ciepło. Tak już jest.

0:33:21.880

A co jest najtrudniejsze w tej pracy?

0:33:29.039

Ja myślę, że psychologia tłumu orkiestrze, [Image of symphony orchestra seating arrangement] czyli no to jest taka psychologia pracy z większym zespołem ludzi, którzy są, jak to się mówi, po drugiej stronie, prawda? Bo ja jestem po tej stronie, a zespół jest po tej stronie. Więc często jest, spotykam się w orkiestrach z czymś takim, że szczególnie w takiej tak zwanej żelaznym repertuarze w klasyce, gdzie zespół mówi mi: “Panie dyrektorze, a myśmy to grali zawsze tak i tak”. Mówię, fajnie, tylko teraz ja bym chciał poprosić, żebyście zagrali to inaczej niż tak i tak.

0:34:35.679

No cóż, stojąc tutaj przy tym pulpicie, przed muzykami, codziennie, codziennie my zdajemy egzamin. Tak samo jak ci wszyscy ludzie codziennie zdają egzamin przed sobą samym i przede mną. To się tak wydaje, że a my sobie gramy tak dla przyjemności, nie? To naprawdę jest wymaga pełnej koncentracji, pełnego zaangażowania. No i postawienie osoby jednej i 40, 50 osób po drugiej stronie zawsze rodzi, że ktoś tam wyskoczy i powie coś i inni pójdą za nim. To jest różnie, szczególnie może, może nawet mniej w mniej to jest widoczne, w sprawach muzycznych, ale jeżeli chodzi o sprawy, nie wiem, zarządzania ludźmi, no to tak jak u każdego menadżera pojawiają się takie, a i inne problemy, z tym można sobie porównać wszystkie inne prace. pracę, gdzie ktoś coś wykonuje i jest na stanowisku menadżerskim.

0:35:53.839

Tak właśnie. Praca z ludźmi to jest najtrudniejsza praca.

0:35:58.160

Tak. Aczkolwiek przyjemna, przyjemna, bo ważne jest to, że my tutaj robimy coś coś fajnego, coś co się później naszej publiczności podoba. Są oklaski, są uśmiechnięte twarze, ludzie są zachwyceni. Przecież ja tutaj wychodzę po koncercie. Mamy takie warunki, jakie mamy. Nie chowam się w garderobie po koncercie, tylko wychodzę do publiczności, rozmawiam z naszymi słuchaczami i od razu mi mówią na bieżąco, co było fajnie, jak wspaniale, co im się najbardziej podobało. Raz mi się zdarzyło, że ktoś mi powiedział co, co mu się nie podobało, ale to tylko raz. A tak reguła, prawda, potwierdza ten jeden wyjątek potwierdza regułę,

0:36:55.560

ale zapamiętał pan.

0:36:57.560

To raz było. Owszem, owszem, bardzo dotkliwa krytyka, nie? I co ciekawe, to nie dotyczyło mnie jako artysty, to łatwiej przyjmuje, tylko kogoś innego. Łatwiej przyjmą, ale ja wysłuchałem jako szef.

0:37:14.359

Mhm. Jasne, bo brał pan też, przynajmniej mam nadzieję, że dobrze znalazłem, współpracował pan z Agnieszką Holland przy muzyce filmowej.

0:37:25.319

Z wieloma reżyserami, można by było powiedzieć, współpracowałem. [Muzyka] Trudno to powiedzieć taką współpracą, nazwać współpracę bezpośrednią, ale faktycznie do jej filmu pod tytułem Trzeci cud, przepiękny film, nagrywaliśmy muzykę z Radiówką w Warszawie i zresztą nagrywałem wiele, wiele filmów i to zwykle się odbywa w ten sposób, że ma się słuchawki, ma się klika, to ma być dokładnie wyliczone w tym i w tym miejscu.

0:38:09.960

Natomiast u pani Agnieszki ten ten film myśmy realizowali pod obraz. Nie było klika, tylko to i ja musiałem zdecydować, widząc, gdzie jest kulminacja, jak to jest napisane, czy tu przyspieszyć, żebyśmy się złapali w tym właśnie momencie, kiedy ja uważałem, że tak powinno być. No i to nie jest łatwa praca wtedy, ale daje zupełnie inną satysfakcję niż tylko uszy i metronom, żebyśmy byli tak jak sobie kompozytor zażyczył. No ale cóż, Agnieszka Holland, na przykład Wołoszański twierdza szyfrów. Cały ten serial też zrealizowaliśmy z radiówką warszawską. i tam był znowu inny problem, bo nie siedzieliśmy całą orkiestrą w jednym studiu, tylko byliśmy podzieleni w trzech czy czterech studiach. i graliśmy pod monitor, czyli kamera patrzyła na mnie i przenosiła wszystkie ruchy łącznie z klikiem do poszczególnych poszczególnych studiu studiów, tak? i muzycy siedzieli tam wyselekcjonowani w ogóle dźwiękowo oddzielnie blacha, oddzielnie dęte, oddzielne smyczki, oddzielnie perkusja, oddzielnie fortepian. i to był nieduży skład y orkiestrowy, a później się okazało, że to brzmi niesamowicie bogato i szeroko. Brzmi jak wielka, wielka orkiestra symfoniczna.

0:40:04.359

jak rozmawiałem z panem właśnie Wołoszańskim, rozmawiając go, rozmawiając w sprawie, bo chciałem, żeby tutaj na nasz jubileusz przygotował pewną produkcję, ale niestety się nie podjął. Ale właśnie wtedy powiedziałem mu, że ja nagrywałem właśnie ten serial twierdzę szyfrów. Był zaskoczony. Okazało się, że często reżyserzy nawet nie wiedzą, kto dyryguje nagranie muzyki.

0:40:47.520

Interesujące.

0:40:47.520

Myślałem, że już wszystko wiedzą, nie? Y i to nie jest nienormalne, bo jak pan pójdzie do kina albo obejrzę film w pełnej wersji, nie tak, że jak się zaczynają napisy, to one tak i reklama, tylko zajrzy pan na tą listę, jak to mówią, listę płac na końcu, to ona się ciągnie, ciągnie i ciągnie. Nie przeczyta pan tego sam od razu. A też nie ukrywajmy, reżyser nie zna wszystkich wymienionych na liście płac.

0:41:31.880

Nie, no tak, bo to jest bardzo dużo osób pracuje przy tym, a tam wypisują każdą możliwą osobę, która brała udział wtedy, więc zgadza się. Więc to akurat ciężko jest przebrnąć, aczkolwiek ja tak dla przyjemności zawsze zwracam uwagę kto dyrygował, jaka orkiestra grała, kto napisał muzykę, co było ewentualnie wykorzystane. Jeżeli mam możliwość zatrzymania sobie pilotem właśnie w tym miejscu, to wolę doczytać. Bo mnie to po prostu interesuje. Każdy w swojej branży wtedy szuka i patrzy. ewentualnie zawsze można coś podejrzeć, chociaż tu raczej podsłuchać, no ale i podejrzeć też.

0:42:21.599

A czy właśnie ten udział w tych różnych projektach zagranicznych pomaga panu w jakoś w ściąganiu ludzi tutaj?

0:42:30.680

Tak, bo już wspomniana Kostaryka, tam poznałem znakomitego perkusistę, nazywa się Bismark Fernandez, rewelacyjny kotlista i Marim Bafonista. On wykonywał dla niego zresztą napisany koncert na marimbę. Kompozytor się nazywa Luis Diego Erra. Świetna muzyka I Lewis po prostu zaproponował mi, że jak chcę to on mi da ten utwór do wykonania w Polsce, bo zapytałem czy czy byłaby taka możliwość. bez wahania masz, bierz partytury, głosy. A ja będąc wtedy właśnie w Kaliszu dyrektorem prowadziłem z przyjacielem Piotrem Sutem taki festiwal. Stworzyliśmy wspólnie festiwal muzyki perkusyjnej i jednym z wykonawców był zaproszony Bismarck Fernandez z Kostaryki. przyleciał do Polski. Tutaj zagrał właśnie tenże koncert. Również był kotlista, pierwszy kotlista Filharmonii izraelskiej.

0:44:05.079

Więc te kontakty jakieś się ma, y, one owocują. Efektem tego wszystkiego było to, że w zeszłym roku, chyba w zeszłym roku zagraliśmy tenże koncert u nas w Akademii Zamojskiej. Grał Jarosław Sambulski, nasz orkiestrowy perkusista na Marim Bafonie zagrał przepięknie, a w tym roku napisał dla naszej orkiestry swój własny utwór też. Bardzo ciekaw ciekawa rzecz.

0:44:44.359

A czy ta współpraca z ludźmi z zagranicy jakoś się różni od współpracy z rodakami?

0:44:55.920

To znaczy myśli pan o pracy z samą orkiestrą?

0:45:02.720

Z orkiestrą czy z producentami innymi? Czy z solistami? Tak. z orkiestrą.

0:45:15.640

Nie no, trzeba robić dokładnie to samo. Inspirować, pomagać, y, prowadzić. Czasami tak jak w San Jose miałem wielką frajdę, bo to to byli muzycy, którzy studiowali albo gdzieś w Europie, jak to się mówi, na topowych uczelniach albo w Stanach. To to to jest naprawdę świetna, rewelacyjna orkiestra symfoniczna. koncertmistrz był koncertmistrzem w Berlinie Berlińczyków. Wiolonczelista był koncertmistrzem właśnie Umety w Izraelu. pierwszy waltornista był też pierwszym waltornistą w Nowym Jorku. Wrócili do swojego kraju i tworzyli właśnie te orkiestrę. Ta orkiestra złożona była z takich właśnie muzyków. Co ciekawe, była tam również Polka.

0:46:29.319

Jak ona się tam znalazła? Nie wiem. Myślę, że poprzez studia, szukanie pracy za granicą w wielu orkiestrach zagranicznych spotykamy Polaków. W samym Berlinie właśnie jednym z koncertmistrzów jest Polak. W Wiedniu zresztą wielu Polaków w filharmonii wiedeńskiej gra,

0:47:03.720

czyli mamy się kim chwalić.

0:47:07.760

Zdecydowanie tak. I tych muzyków jest coraz więcej. Nie dość tego, dyrygentów w świecie też jest coraz więcej Polaków. No już nie wspomnę o takich wielkich naszych. Skoraczewski, prawda? Stokowski, dyrygenci, ale muzycy. Benny Goodman. był z pochodzenia żydowskiego, ale tutaj stąd z Polski warto poczytać.

0:47:45.839

Okej, to trzeba będzie się zagłębić w to. Okej. I przechodząc trochę do przodu, w sensie bardziej, no może nie do teraźniejszości, ale skąd pojawiła się decyzja, możliwość właśnie przyjścia tutaj do Zamościa?

0:48:07.760

Zakończyłem współpracę wtedy z Kaliszem. Pracowałem dalej w operze kameralnej warszawskiej. No i była taka był taki moment, że poszukiwałem właśnie swojego nowego Miejsca i zostałem zaproszony tutaj y, żeby usłyszeć tenże zespół i stwierdziłem, że naprawdę muzycy bardzo fajnie grają i że mamy tutaj sporo do zrobienia. Gdybym wystartował w konkursie do jakiejś innej filharmonii, która No była inna, tak to może by to się inaczej potoczyło, ale mnie Pociągnęła chęć współpracy, dlatego że ja widziałem, że ja tutaj mogę zrobić naprawdę bardzo dużo

0:49:23.640

Udało się zrobić bardzo dużo i mam te satysfakcję, że może w innej filharmonii bym miał startowałbym z tego poziomu i zrobiłbym tyle, a tu startowałem z trochę niższego poziomu, ale zrobiłem tyle, więc wybrałem te wersje.

0:49:46.799

No ale w tamtym momencie to raczej tego nie mógł pan przewidzieć. Czy był pewien, że to się tak potoczy?

0:49:50.599

Raczej ja wiedziałem, co będę chciał zrobić. To to nie było przypadkowe. Ja wiedziałem, że co trzeba zrobić.

0:50:02.119

A jak rodzina zareagowała? No bo przenieś z Warszawy do Zamościa to jest jednak spora różnica.

0:50:12.480

To znaczy tak, rodzinę mam cały czas w Warszawie. w tej chwili kilometr za terytorialną granicą Warszawy. Ale jak zaczynałem pracę w Jeleniej Górze to się mocno zastanawiałem, bo to była wtedy podróż pociągiem praktycznie całą noc. To był 90 rok Ale osoba, która mnie zapraszała do tej współpracy, no bo ja się bardzo opierałem, powiedziała mi tak: “Panie Tadeuszu, ale wie pan co? To nie jest daleko, to jest tylko połowa drogi do Wiednia”. Co pan odpowie na taki argument? No przyjąłem, pracowałem. Później przeniosłem się bliżej, o połowę bliżej do Kalisza. To było 250 km z Warszawy. Nie było jeszcze wtedy autostrady. jeździło się zwykłymi drogami. No a później 250 260 km jest do Zamościa, więc ta odległość jest porównywalna.

0:51:42.119

A teraz drogi przynajmniej są lepsze, więc można

0:51:44.839

zdecydowanie tak, bo jak zaczynałem pracę tutaj w 2007 roku, to jeszcze czteropasmówki nie było. Jeździłem 4 godziny. Jak mocniej depnąłem, to trzy, bo też to było realne. No a teraz można przejechać ten odcinek w 2 i pół godziny. Tak to się poprawiło. No i jeszcze może zejdzie z pół godziny, jak dokończą resztę, nad którą pracują.

0:52:22.440

A czy pamięta pan, jaki mniej więcej był stan orkiestry, jak pan przychodził w tym 2007 roku? Ilościowy.

0:52:32.960

Mhm. To był bardzo skromny zespół. Ja od razu powiedziałem, że jeżeli no mam się podjąć współpracy, to to musimy rozbudować zespół. I przyjmowałem wtedy sporo muzyków. Zresztą większość gra z nami do dzisiaj. i w tej chwili akurat tak się złożyło, że część z muzyków y przeszła na emeryturę, zakończyła współpracę z nami. Poszukujemy. W tej chwili mamy ogłoszenie dane do takiego portalu, gdzie wszyscy się spotykamy, że poszukujemy muzyków współpracujących, bo może będą chcieli z nami współpracować na co dzień.

0:53:30.040

Okej, rozumiem. A czy Zamość, bo nie jest zbyt dużym miastem, to nie ogranicza jakoś właśnie w tej sferze możliwości artystycznych?

0:53:45.559

No zdecydowanie tak. Chociażby to miejsce, w którym się znajdujemy, ta sala koncertowa mocno ogranicza przede wszystkim ilościowo, jeżeli chodzi o publiczność, ale również brzmienie orkiestry. Natomiast jeżeli my wyjeżdżamy i gramy w innych salach, brzmi to zupełnie inaczej. Można nas posłuchać na YouTubie, na różnych portalach. czy na Facebooku właśnie nas grających w innych salach i to brzmi zupełnie inaczej i rewelacyjnie. W naszej sali brzmi to zupełnie inaczej. Mamy tutaj bardzo bliski kontakt z publicznością. Wszystko jest słyszalne, wszystkie niuanse. Musimy bardzo, bardzo pracować nad dynamiką, żeby nie przygłuszyć wszystkiego, bo, bo ten dźwięk się musi pomieścić gdzieś, prawda? Ale no to jest jedna rzecz, która mi się nie udała w Zamościu,

0:55:02.440

bo jak zaczynałem pracę, byłem przejmowany przez prezydenta Marcina Zamojskiego, to mieliśmy plan wybudowania sali koncertowej. Ten pierwszy, pierwsza lokalizacja to był ten amfiteatr tutaj. kawałeczek dalej na wjeździe do starówki zrobiliśmy koncepcję. Ja przygotowałem taką koncepcję, co to powinno być, jak to powinno wyglądać i bardzo żałuję, że to się nie udało, bo zależało mi na tym, żeby w tym miejscu, które było wtedy bardzo niebezpieczne w ogóle, [Muzyka] żebyśmy tam posadowili budynek z wejściem na dach, zielony dach. żeby ten budynek był porośnięty trawą, a na górze taras, żeby można było spojrzeć na Zamość, o tak prawie z lotu ptaka jak z kopca Kościuszki na Kraków.

0:56:16.079

Nie byłoby to takie wysokie. to się musiało mieścić w wysokościach, prawda, tych budynków otaczających, ale to było możliwe. i wtedy wszystkie wycieczki byłyby na tym tarasie. Każdy by przyszedł zobaczyć Zamość z góry. Skutkować to miało tym, że każdy ma wejść do filharmonii. Jeżeli nie na koncert, to po prostu zobaczyć. byłoby to zupełnie inaczej. Niestety konserwator zabytków się nie zgodził, projekt upadł i później zaczęliśmy rozmawiać na temat budowy siedziby Przy Sadowej tutaj, gdzie jest parking na tam naprzeciwko Lidla, ten projekt też upadł no głównie ze względu na wybuch wojny w Ukrainie, bo my byliśmy już praktycznie gotowi do do realizacji po różnych perypetiach też.

0:57:31.720

No a co teraz będzie, nie wiadomo. W każdym bądź razie tam ten projekt był zrobiony też w ten sposób, żeby były dwie sale koncertowe, jedna duża, nie przysłaniająca horyzontu, y, drzew, y, widoku na starówkę, a druga mniejsza. W tej mniejszej byłaby siedziba dla nas na co dzień, a ten obiekt byłby wykorzystany zarówno dla nas, ale również jako tak zwana sztetle, czyli hala miejska na różnego rodzaju sympozja, zjazdy, konferencje, inne koncerty, no po prostu takie centrum kulturalne zawiadywane przez orkiestrę i ten dochód z tego miał posłużyć posłużyć finansowaniu orkiestry. Ten projekt też upadł. No i dlatego mówię, to są rzeczy, które mi się nie udały. I to muszę podkreślić nie z mojej winy. Nie z mojej winy, bo ja zrobiłem wszystko, żeby to zrealizować. Wiedziałem, że to jest możliwe. [Muzyka]

0:58:59.400

No ale ktoś inny zadecydował wtedy inaczej. Teraz jesteśmy w dalszym ciągu w tej samej sali.

0:59:04.400

A myśli pan, że kiedyś się uda?

0:59:09.440

Mam nadzieję. To wszystko zależy od planów. Rozmawiamy na ten temat z panem prezydentem. Omawiamy projekt Fenix, omawiamy jeszcze inne możliwości. zobaczymy, zobaczymy. No co tu dużo mówić, przy moich już tam lekko siwych włosach to już mogę nie doczekać. Ale mam nadzieję, że wiele osób z naszej orkiestry doczeka tego momentu, że zagra w nowej siedzibie. Chętnie przyjadę.

0:59:55.039

Miejmy nadzieję, że się uda. A co się udało jednak zrealizować w przeciągu tych ponad 20 lat bycia tutaj?

1:00:08.319

Co się udało? No chyba wszystkie koncerty, które żeśmy zrobili, to się udały. Udało się wywieźć orkiestrę do największych sal koncertowych w Polsce, do Teatru Wielkiego w Łodzi, do Filharmonii Gdańskiej, Filharmonii i Opery w Białymstoku, w Złotej Sali w Szczecinie, w wielkiej sali w Poznaniu, do muzyki i tańca w Zabrzu, hala stulecia we Wrocławiu, CSK w Lublinie, ICE w Krakowie. No to są takie miejsca, gdzie każdy chętnie wraca z koncertami. Nam się udało wielokrotnie zresztą w niektórych miejscach wystąpić i to z różnym repertuarem.

1:01:10.440

Więc najpierw zrobiliśmy takie wielkie tournée z Zespołem studia Accantus, które nota bene ja wyciągnąłem z internetu, bo trafiłem przez przypadek właśnie szukając czegoś kolęd. Tak mignęły mi kolędy i stwierdziłem, że ci ludzie świetnie śpiewają. zaprosiłem ich do współpracy przy realizacji koncertu naszego prezydenckiego w w którymś tam roku, a później zdecydowaliśmy z Bartkiem Kozielskim, że że zagramy repertuar Studia Accantus, wtedy w dużej mierze oparty o musicale i filmy disnejowskie i z tym repertuarem zjeździliśmy cały kraj.

1:02:09.119

A teraz niedawno we współpracy z Wiktorem Kulińskim zrealizowaliśmy Anime Symfony. Przepiękny projekt z muzyką z japońskich filmów animowanych, [Muzyka] zresztą cudowną muzyką. Y i mieliśmy kilka fajnych koncertów. to się będzie jakoś tam toczyło.

1:02:38.200

A jakie plany na przyszłość tą bliższą jeszcze są?

1:02:42.839

No cóż, w tej chwili będziemy realizowali w lutym, może inaczej. Najbliższe koncerty to jest w najbliższy piątek koncert na cztery gitary, na czterech gitarzystów klasycznych i orkiestrę z koncertem Joakena Rodrigo i Solerianą, takim świetnym utworem tańców w zasadzie klawesynowych granych przez orkiestrę Rodrigo. Później koncert w ramach KPO, gdzie już mówię będzie magiczna orkiestra, tam się będzie działo troszkę. Także serdecznie zapraszam. Pierwszy tydzień grudnia.

1:03:31.279

Następnie Sylwester z orkiestrą w naszym ZDKu, a w styczniu też koncerty sylwestrowe. W lutym wyjeżdżamy do Lublina i do Wrocławia na projekt trzy żywioły. I w Lublinie zagramy w hali Globus z Aleksandrą Kurzak, Roberto Alanią i Krzysztofem Cugowskim i ten sam projekt dwa dni później powtórzymy w hali stulecia we Wrocławiu, tym razem już tej dużej. Także serdecznie zapraszam i na razie może wystarczy.

1:04:26.680

A czy jako całość jako pani orkiestra macie jakiś czas wolny?

1:04:33.160

Wbrew pozorom tak, ale jest go mało. Powiem tak, muzycy mają tego czasu troszkę więcej. Ja zdecydowanie mniej. Zdecydowanie mniej. No ale takie jest już życie dyrektora.

1:04:48.599

A czy Zamość ma coś, czego Warszawa nie ma? Co artysta może tutaj jednak coś znaleźć?

1:04:57.720

Tak. Ma najstarszą polską orkiestrę symfoniczną o 20 lat starszą niż Filharmonia Narodowa. To jest rzecz, której która naprawdę jest tylko tutaj. Tylko tutaj. Poza tym ta fajna atmosfera, która jest w tym zespole jest podkreślana przez wszystkich naszych gości. nie tylko przeze mnie, ale przez wszystkich naszych gości, że no chętnie przyjadą, bo tu jest fajnie, mimo tych warunków, ale ale tu się dzieje pewnego rodzaju magia, więc warto przychodzić na koncerty.

1:05:42.359

To może właśnie dzięki tym warunkom jest ta magia przez tą bliskość, no bo w innych miejscach jednak jest się daleko od artystów.

1:05:51.920

Tak, trochę boleje nad tym, że część publiczności zrezygnowała z przychodzenia do naszych do naszej na nasze koncerty, tylko z powodu tych krzeseł, który, którymi dysponujemy. powiem szczerze, że przymierzaliśmy się do budowy i wtedy ja zaniechałem wymiany krzeseł tutaj, bo liczyłem na to, że już za dwa lata będziemy mieli tam, więc wtedy nie warto było. No a teraz od dwóch y dwóch lat już wiem, że nie będzie. No staram się jeszcze w tej chwili na rozmawiamy na temat wymiany tych krzeseł, żeby było wygodniej, ale niektórzy już zaczęli y rozkoszować się tym, że w ZDKu jest wygodniej i przyjemniej, bo sala jest po remoncie.

1:06:45.760

No i wolą przyjść tam na nasze koncerty, bo koncert z pączkiem w tym roku, znaczy w kolejnym też będzie, tym razem z przebojami Beatlesów. Serdecznie już zapraszam. Koncert z pączkiem. Czwartek tłusty, tłusty czwartek, nie zapomnijcie państwo. No a przede wszystkim wcześniej sylwester, bo bilety się rozchodzą, a tu będzie taka zabawa na całego. Serdecznie zapraszam. No więc w tej chwili to się dzieje, co się działo, o czym ja mówiłem na radzie miejskiej przed prawie 20 laty, że musimy wybudować salę, bo to co się zaczęło wydarzać w innych miejscowościach typu Olsztyn, Gorzów, czy Opole, czy inne jeszcze miejsca, to tam zaczynano budować Ale tam zaczęli przychodzić ludzie do tejże sali, nie tylko na koncert, ale po prostu do tejże sali. I to jest rzecz, która musi się w Zamościu wydarzyć, bo inaczej no cóż, szkoda było zaprzepaścić te te moce, które tutaj są.

1:08:13.160

Jasne. Już powoli zbliżając się do końca, co mógłby pan powiedzieć młodej osobie Zamościa, która marzy o karierze o karierze muzycznej?

1:08:27.359

No co mogę powiedzieć? No mogę życzyć tylko wiele samozaparcia, a przede wszystkim pasji. Pasji. No i co tu dużo mówić, mnóstwa pracy, bo bez tego nie ma. To tak jak śmiejemy się, że Japończycy wynaleźli taką nową metodę idącą do sukcesu. Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Tak, bez tego daleko nie zejdziemy. To Paderewski bodajże powiedział, że czy Rubinstein, już nie pamiętam który, że jeżeli on nie gra dwa dni, to on to słyszy i czuje w palcach, a jeżeli nie gra cztery dni, to słyszy to jego publiczność.

1:09:27.319

To już na sam koniec. Jak Zamość wpłynął na pana jako człowieka? Zmienił się pan będąc tutaj?

1:09:40.960

Hm. Za każdym razem każdy się zmienia, więc nie mogę powiedzieć, że nie zmieniłem. Owszem, jak najbardziej. No tą 50 tutaj przeżyłem swoją, więc też jakoś inaczej zacząłem funkcjonować, ale no z tygodnia na tydzień każdy się zmienia, prawda? Więc dochodzą do niego jakieś inne wartości. No cóż, moje dzieci dorosły, mam wnuka, więc to automatycznie zmienia pewną optykę, tak [Muzyka] więc powolutku będę wracał do Warszawy już na stałe i tam się będę zajmował nowymi wyzwaniami.

1:10:41.480

Okej. Coś pan zdradzi? Czy co? Zdradzi pan jakie to będą wyzwania? Czy to już opieka nad wnukiem?

1:10:46.600

Rozpieszczanie? Mam sporo, sporo planów, zarówno koncertowych i to europejskich, i to w Polsce, ale również mam sporo pasji, które wreszcie chciałbym zrealizować. No i to, o co mnie prosi żona od 20 lat prawie. Posprzątaj garaż.

1:11:12.040

Okej. To na pewno będzie miał pan dużo czasu na to.

1:11:15.920

Zobaczymy.

1:11:21.040

Okej, to dziękuję bardzo za rozmowę, za to wszystko, co pan dla nas tutaj zrobił. Udało mi się bić na kilku koncertach, więc jeszcze skorzystam. Dziękuję i zapraszam. Dziękuję bardzo.

Strona zrealizowana w ramach stypendium artystycznego
Prezydenta Miasta Zamość